Historia lubi się powtarzać

W pierścieniu ognia - Collins Suzanne

"W pierścieniu ognia" przeczytałam już jakiś czas po zapoznaniu się z pierwszą częścią. Niestety wcześniej zdążyłam obejrzeć drugą część filmu (swoją drogą lepszy od pierwszej części), ale to nie przeszkadzało mi w czytaniu, ponieważ niektóre elementy trochę się różniły od filmowego świata. Niemniej jednak pomimo opinii kilku osób, jakoby Katniss, czyli główna bohaterka książka, która jednocześnie jest narratorem powieści, stała się irytująca, zabrałam się wreszcie za czytanie i skończyłam... Skończyłam i od razu sięgnęłam po ostatnią część trylogii.

 

Co do zarzutu, że Katniss robi się irytująca, bo bawi się uczuciami Gale'a i Peety trochę rozumiem innych, bo częściowo się z nimi zgodzę, ale tylko częściowo. W końcu igrzyska w jakimś stopniu odbiły się na jej psychice, a całe tournee zwycięzców, gdze była zmuszona udawać miłość do Peety sprawiło, że chcąc nie chcąc musiała ranić uczucia Gale'a. Nie tłumaczę jej zachowania, jedynie staram się zrozumieć to, co siedziało jej w głowie. Dodatkowo ponowny występ w igrzyskach? To dopiero musiało boleć.

 

Nie wiem, dlaczego, ale ta część trochę bardziej przypadła mi do gustu. Jakoś tak więcej się dzieje, do tego możemy obserwować jak rozpoczyna się bunt wśród niektórych dystryktów. A przecież Katniss miała udowodnić wszystkim, że naprawdę kocha Peetę, tymczasem powoli staje się symbolem rewolucji, która może nastąpić już za chwilę. Kiedy ponownie trafia na arenę, wie, że tym razem Kapitol nie pozwoli przeżyć dwóm osobom, dlatego za wszelką cenę stara się chronić Peetę, ale nieufnie podchodzi do sojuszników, nie do końca rozumiejąc, co zamierzają. Najbardziej ze wszystkiego jednak podoba mi się zakończenie, kiedy cała prawda wychodzi na jaw, ale nie powiem nic więcej, bo byłby to bardzo duży spoiler :P Warto samemu przeczytać, żeby się dowiedzieć, co zostało uknute.

 

Jedynym minusem, który rzucił mi się w oczy, było wymordowanie wszystkich trubutów, którzy nie wnosili zbyt wiele do fabuły powieści. Ich śmierć nie miała zbyt wielkiego znaczenia i prędzej czy później trzeba by się ich pozbyć, więc najlepiej ich uśmiercić - takie odniosłam wrażenie, ale może mylne? W końcu nowa arena została skonstruowana w dość specyficzny sposób, który mógł taką śmierć znacznie ułatwić. No właśnie. Za pomysł z areną duży plus dla pani Collins - całkiem cwanie to wymyśliła. Ostateczny werdykt? Jeśli przeczytaliście pierwszą część i Wam się podobała, sięgnijcie po drugą bez wahania. A zaraz potem sięgniecie po trzecią :)