Daj się zamrozić, a czeka Cię super przygoda. A może nie?

W otchłani - Beth Revis

Główna bohaterka Amy zostaje zamrożona wraz ze swoimi rodzicami, aby odbyć podróż na nową planetę, którą mają zasiedlić ludzie. Cała podróż ma trwać 300 lat... A może 301? W każdym razie Amy dowiaduje się o tym z rozmowy dwóch naukowców, którzy właśnie ją zamrażają. Niestety nie zdążyła ich zapytać, o czym właściwie mówią, bo została zamrożona. Mimo to wciąż była świadoma. A może nie? Może to były tylko sny? Jednakże pewnego dnia Amy nagle zostaje wyjęta z komory i prawie umiera podczas rozmrażania, które powinno wyglądać w zupełnie inny sposób. Na szczęście udaje się ją uratować, ale jej życie na statku zamienia się w niemały koszmar.

 

Pojawia się też Starszy, który jest następcą dowódcy - Najstarszego. Spędza dużo czasu z Amy, próbując jej pokazać, że życie na statku jest całkiem fajne. Niestety to życie wygląda zupełnie inaczej niż to, które dziewczyna znała wcześniej. Jak można bowiem wprowadzić coś takiego jak Gody, kiedy jest to jedyny okres, kiedy mieszkańcy statku mogą się rozmnażać? Amy odkrywa jeszcze wiele innych aspektów, które sprawiają, że staje się zagrożeniem dla wszystkich (tak przynajmniej twierdzi Najstarszy). Wszystko jest nieźle zagmatwane, a samo zakończenie... Cóż. Nie powiem, żeby było zaskakujące, ale właściwie jestem ciekawa dalszego ciągu tej historii.

 

To na tyle, jeśli chodzi o fabułę. Sama książka jest skonstruowana w taki sposób, że część rozdziałów opowiada Amy, a część z nich Starszy, co bardzo fajnie komponuje się w całość, kiedy wiemy, co każdy z nich myśli. Niestety obie te postacie są papierowe, nie mają żadnych szczególnych cech i nie spodobały mi się. Nie są to osoby, z którymi można się utożsamiać, bo są zwyczajnie nijakie. Starszy jest posłuszny Najstarszemu, chociaż z pewnymi rzeczami się nie zgadza i próbuje się buntować, ale za bardzo mu to nie wychodzi. Z drugiej strony mamy Amy, której również nie podoba się wiele rzeczy na statku i próbuje jakoś z nimi walczyć, ale niestety przez większość książki jest irytująca (to chyba jakaś tendencja w książkach ostatnimi czasy). Ciągle narzeka i płacze. Brakowało tylko focha i tupania nogą, serio.

 

Zdecydowanie bardziej wolę książki, które mają jakiś przekaz, a postacie (zwłaszcza kobiece, jeśli są to główne bohaterki) są silne i mają coś do powiedzenia. Niestety tutaj tego nie ma. Brakowało mi zdecydowanych działań, które występują dopiero na końcu książki. Poza tym "W otchłani" to niestety nic specjalnego. Drugą część pewnie przeczytam tylko z ciekawości, ponieważ samo zakończenie zostawiło furtkę, która może przerodzić się w coś ciekawego. A jaki wniosek płynie z książki? Lepiej nie daj się zamrozić, bo nie wiadomo, kto wybudzi Cię z tego długiego snu - wróg czy przyjaciel. A może dwa w jednym. To dopiero byłby niezły ubaw, ale to on ma w tym momencie przewagę. Możesz go w sobie rozkochać, może wtedy coś zdziałasz. A może nie. Rosyjska ruletka. W każdym razie książkę polecam tylko wtedy, jeśli lubicie tego typu powieści.