Chyba nie chciałabym być na ich miejscu

Blask - Ryan Amy Kathleen

"Blask" to książka, którą niezwykle trudno było mi ocenić. Z jednej strony podobała mi się, ale z drugiej często wprowadzała mnie w dość nieprzyjemny stan, gdy bardzo przeżywałam losy bohaterów i w głowie mi się nie mieściło, że ludzie mogą być wobec siebie tak okrutni. Trochę czasu minęło, ale moje spojrzenie na tę książkę raczej nie uległo zmianie. Nadal uważam, że bohaterowie byli fajni, ale tylko w niektórych momentach, ponieważ często mnie irytowali swoim zachowaniem. Na szczęście kobieca postać im bliżej końca tym bardziej mi się podobała, czego nie mogę powiedzieć o głównym bohaterze płci męskiej. Co do samej fabuły to... Nie chciałabym być na miejscu tych osób...

 

Książka opowiada o misji kosmicznej, w której udział biorą dwa statki. Mają one dolecieć na "nową" planetę, którą ma zasiedlić ludzka rasa. Jeden z nich (Nowy Horyzont) wyruszył w podróż już jakiś czas wcześniej. Kiedy drugi z nich (Empireum) znajduje się już w mgławicy, niespodziewanie okazuje się, że dogonił on pierwszy statek, co było właściwie niemożliwe. Sprawy komplikują się jednak dopiero wtedy, kiedy z Empireum porwane zostają wszystkie dziewczyny, a wielu dorosłych ginie. Dopiero w tym momencie zaczyna się dziać...

 

Po pierwszych kilkunastu stronach spodziewałam się czegoś w stylu "Zmierzchu", gdzie rozkwita wielka miłość. Następne kilkadziesiąt stron trochę mnie znudziło, ale chyba około setnej strony w końcu zaczęło się dziać coś ciekawego i na szczęście pozostaje tak już do końca, chociaż czasami zdarzają się nudniejsze momenty. Fabuła jest dosyć ciekawa, ale czegoś mi zabrakło w całej tej historii. Może rozwinie się dopiero w kolejnej części, z którą na pewno się zapoznam, o ile nie będzie gorsza od tej. "Blask" natomiast mogę polecić, jeśli ktoś z Was akurat nie ma niczego lepszego pod ręką, chociaż... Może jednak warto było się z nią zapoznać... Nadal rodzi we mnie mieszane uczucia, także najlepiej jeśli zdecydujecie sami ;)