Pierwszy raz z Dukajem

Córka łupieżcy - Dukaj Jacek

Dukaj, Dukaj, Dukaj… Nazwisko nie było mi obce, kiedy sięgałam po „Córkę łupieżcy”, ale była to moja pierwsza książka tego autora. Trafiłam na nią przypadkiem w bibliotece i przykuła moją uwagę nie tylko znanym nazwiskiem, ale i okładką. Nic nie wiedząc o książkach Dukaja poza tym, że są dobre czy nawet bardzo dobre, zabrałam się za czytanie. Opinie znajomych brałam oczywiście pod uwagę, ale że ja to ja, musiałam sprawdzić na własnej skórze, czy ten Dukaj może być synonimem dobrej książki, czy też dla mnie po prostu jego literatura nie została stworzona.

Pierwsze strony okazały się marszem pod górkę, kiedy próbowałam zrozumieć o co w ogóle w tym wszystkim chodzi. Najbardziej denerwujące okazało się słownictwo, którego najzwyczajniej w świecie nie rozumiałam. Chwilami chciałam rzucić książkę w kąt, ale nie poddałam się tak łatwo, na całe szczęście! Okazało się bowiem, że ta krótka historia jest niezwykłą perełką w fantastyce, której wolałam nigdy nie tykać. Jakoś nie ciągnęło mnie do opowieści wziętych z przyszłości, która nie nadeszła. Im dalej czytałam, tym więcej zaczynałam rozumieć, a znaczenie słów, których nie znałam, wyczytałam z kontekstu. Wtedy już na dobre wciągnął mnie świat zupełnie nieznany, a zwłaszcza Miasto.

Na początku niezbyt przypasował mi styl Dukaja, ale kiedy już się przyzwyczaiłam, czytało się całkiem przyjemnie. Wiecie dobrze, jak to jest, kiedy nie można się oderwać od książki, gdy jest się ciekawym, co będzie dalej. W tej książce były takie momenty, ale czasami troszkę mi tego brakowało. Pomimo tego nie nudziłam się bynajmniej tylko chłonęłam kolejne opisy rzeczywistości, która wydawała się być taka niesamowita, ale zarazem można było uwierzyć, że naprawdę istnieje. Dlatego też ciężko było mi odłożyć książkę na bok.

Nie chcę zdradzać fabuły, ani nawet najmniejszych „nowych” słów, które występują w książce, gdyż to odebrałoby Wam przyjemność czytania. Najlepiej jest samemu zacząć tę przygodę z Zuzanną i światem, który być może tak będzie kiedyś wyglądać. Jedyne, co mogę powiedzieć, jest informacja na temat zakończenia, którego nie zdradzę, ale dodam tylko, że byłam niesamowicie zaskoczona takim, a nie innym, obrotem sprawy. Ne pozostaje mi zatem nic innego jak życzyć Wam przyjemnej podróży, choć krótkiej, ale dającej z siebie 100% mocy, co sprawi, że będziecie chcieć więcej.