malwinaczyta

Książki to moja miłość i pasja, ale szczególnym uczuciem darzę fantastykę, s-fi, kryminały, horrory i thrillery.

Reblogowane od zaczytany:

Kto się podejmuje? Ja chyba spróbuję :)

 

Pożyczone od zaczytany :)

Królestwa Nashiry tom 1

Królestwa Nashiry. Marzenie Talithy - Licia Troisi

Kilka lat temu przeczytałam jedną z trylogii Licii Troisi i pomimo kilku niedociągnięć bardzo miło ją wspominam. Pamiętam, że była trochę jak baśń, ponieważ najbardziej spodobał mi się świat stworzony przez pisarkę - niezwykły i piękny, ale tajemniczy. Z tego względu Królestwa Nashiry nie przez przypadek znalazły się na półce "chcę przeczytać", ale czekałam na odpowiedni moment, żeby zagłębić się w zupełnie nowy świat. Ten moment właśnie nadszedł, a ja się zastanawiam teraz, dlaczego właściwie tak zwlekałam? :P

 

Nashira to planeta, którą otaczają dwa słońca oraz dwa księżyce. O dwóch pierwszych ciałach niebieskich istnieje pewna historia, w którą wierzą mieszkańcy Królestw Nashiry. Stała się ona podstawą ich religii. Królestwa są cztery - każde odpowiada jednej porze roku i zgodnie z nazwą panuje tam odpowiedni klimat. Zamieszkują je dwie rasy - Talaryci, którzy są panami oraz Femtyci, którzy są niewolnikami Talarytów. Pomimo standardowych rodzin królewskich ważną rolę odgrywa także klasztor i zakonnice, które czuwają nad wszystkim, co dzieje się w Królestwach. Jednakże sam świat stworzony przez pisarkę jest zachwycający, ponieważ zamieszkujące Królestwa rasy mogą oddychać jedynie dzięki talarethom - ogromnym drzewom, które produkowały tlen i oddzielały ziemię od nieba, ponieważ liście całe je zakrywały, pozwalając pojedynczym promieniom słońca się przedostawać. Nikt nie wiedział jak wygląda niebo - był to temat tabu.

 

Na samym początku poznajemy Talithę, która jest hrabianką, ale pomimo tego uczy się walczyć, ponieważ uważa się za wojowniczkę. W przyszłości chce wstąpić do Gwardii. Chociaż jest Talarytką, bardzo dobrze traktuje swojego niewolnika Saipha, który jest dla niej przyjacielem. Ma również starszą siostrę Lebithę, która została wysłana do zakonu, aby zostać zakonnicą - dzięki temu ich ojciec miałby większy wpływ na politykę w Królestwach, a jest bardzo rządny władzy. Niestety pewnego dnia Lebitha zaczyna chorować, aż w końcu umiera. Wściekły ojciec - Megassa - postanawia wysłać Talithę do zakonu, która ma zająć miejsce siostry. To właśnie tutaj zaczyna się cała historia pełna okrucieństw, bólu i zła, które mieszają się z dobrem, walką o wolność i prawdziwą przyjaźnią, ale nie do końca wiadomo, kto tak naprawdę jest niewolnikiem, a kto może decydować o swoim losie. Kiedy Talitha i Saiph odkrywają, dlaczego jej siostra tak naprawdę umarła, postanawiają kontynuować jej misję za wszelką cenę. Być może przyjdzie im za to zapłacić zbyt wiele.

 

Licia Troisi pisze w bardzo płynny sposób, choć to pewnie w dużej mierze zasługa tłumaczki, ale książkę czyta się bardzo szybko. Opisy świata nie nudzą, dzięki nim można z łatwością sobie wyobrazić piękny świat, jakim jest Nashira, a dokładniej jej Królestwa. Jeśli chodzi o postacie to są one bardzo różnorodne. Mamy Megassę, który jest bezwzględny i okrutny, dobrą Lebithę, która martwi się o młodszą siostrę. Jest też dobry i posłuszny Saiph, który za wszelką cenę dba o swoją panią, gotów poświęcić dla niej wszystko. Sama Talitha jest zbuntowana, ale i dobra, indywidualistka, ale jednocześnie jest gotowa cierpieć, aby chronić swojego niewolnika. Od samego początku można zobaczyć między tą dwójką prawdziwą przyjaźń. Chociaż trochę mi czegoś lub kogoś zabrakło i pojawiło się kilka płytkich postaci, z każdą kolejną stroną chce się śledzić losy głównych bohaterów i ich poznawać. Jest to jednak dopiero pierwszy tom, dlatego zakładam, że jeszcze uda nam się poznać być może z zupełnie innej strony.

 

Jak tylko skończyłam czytać pierwszą część, natychmiast zabrałam do ręki kolejną. Chociaż zakończenie nie robi wielkiego wow, mam ochotę poznać dalsze losy głównych bohaterów. No właśnie. O ile nadal będzie ich dwóch.

Stal, moce i Anglia XIX wieku

Dziewczyna w stalowym gorsecie  - Kady Cross

Czy można połączyć stal, dziwne moce i XIX wiek w jednej książce? Jak widać można, a idealnym tego przykładem jest książka Kady Cross "Dziewczyna w stalowym gorsecie". Jednakże nie zawsze takie połączenie może oznaczać coś dobrego. W przypadku tej książki mam mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony pomysł był fajny i ciekawy, a całość mogła się rozwinąć w zaskakujący sposób, ale jest jedno "ale" - wykonanie nie zachwyca. Ciężko było mi ocenić tę książkę, ponieważ momentami czyta się ją wspaniale, ale przychodzą takie chwile, kiedy niezwykle trudno jest przebrnąć przez kolejne strony.

 

Sama historia przypomina trochę Kopciuszka - mamy księcia z pięknym dworem, mamy dziewczynę, która jest zwykłą pokojówką, ale przypadkiem pewnego razu trafia na księcia Griffina, który przygarnia ją pod swój dach. Ciekawym elementem jest to, że główna bohaterka - Finley - posiada niezwykłą przypadłość, zawiera bowiem w sobie dwie przeciwstawne osobowości, gdzie jedna jest dobra, a druga zła. Z pomocą Griffina próbuje połączyć te osobowości, ponieważ często zdarza się tak, że ciemna strona bierze górę nad jasną, a to nie kończy się zazwyczaj zbyt dobrze. Do tego mamy postać Griffina, który również posiada moc - potrafi łączyć się z Eterem, chłonąć go i wykorzystywać, jednocześnie ma możliwość dzięki niemu kontaktować się ze zmarłymi. Mamy też Emily, która posiada umiejętność konstruowania i budowania nowych rzeczy, taki trochę inżynier budowy maszyn. Pojawia się też sam, który jest niezwykle silny i nie przepada za Finley. I oczywiście ciotka Kordelia, opiekunka księcia Griffina, która potrafi zaglądać do głowy i przeglądać w niej jak w książce. Jednakże w całej powieści chodzi tak naprawdę o to, żeby dorwać Machinistę, który przekształca maszyny w taki sposób, aby atakowały ludzi.

 

Postacie są dosyć ciekawe - mniej lub bardziej. Pomysł na fabułę nie jest jakiś nadzwyczajny, ale przyjemny, jeśli ktoś lubi kryminały. Niestety najbardziej kuleją w całej książce relacje damsko-męskie, zwłaszcza w przypadku Griffina i Finley. Są to momenty, kiedy mam wrażenie, że czytam jakieś romansidło, gdzie nastolatkowie się siebie wstydzą, ale z drugiej strony coś ich do siebie ciągnie i właściwie nie wiadomo jak długo to będzie trwać. Mam świadomość tego, że to XIX wiek, ale bohaterowie są dosyć niezwykli. Zwłaszcza ciemna strona Finley, która jest dosyć niegrzeczna. I właśnie ten motyw znacznie osłabił całą powieść. Jeśli będę jednak miała okazję zapoznać się z kontynuacją to pewnie skorzystam, ale nie spodziewam się czegoś niezwykłego. Skuszę się, jeśli będę miała ochotę na coś prostego i banalnego.

Chcąc uniknąć buntu

Milion słońc - Beth Revis

"Milion słońc" to kontynuacja "W otchłani", powieści dla młodzieży, której akcja dzieje się w kosmosie. Warto przypomnieć, że w poprzedniej części Starszy rozmraża Amy, która prawie ginie z tego powodu. Po wielu przebojach w końcu udaje im się znaleźć podejrzanego, którym okazuje się Orion. Zostaje on zamrożony w specjalnej kapsule, a maszyna, która dostarcza wszystkim mieszkańcom fidusa zostaje zniszczona. Od tej pory każdy członek statku ma mieć wybór i wolną wolę zamiast faszerowania narkotykiem, który powodował, że wszyscy byli posłuszni Najstarszemu. Taką właśnie decyzję podejmuje Starszy - koniec z fidusem. "Milion słońc" pokazuje, jaka była konsekwencja jego decyzji.

 

Podarowanie wolności ma zawsze jakieś konsekwencje. Starszy chciał dobrze, ale czy był wystarczająco silny, żeby móc kontrolować świadomych swoich czynów ludzi? Nie do końca, skoro na statku był ktoś, kto chętnie zająłby jego miejsce. Dlatego też nie ma się co dziwić, że ludzie zaczynają się buntować, ponieważ niektórym nie chce się pracować, a to powoduje, że zaczyna brakować pożywienia i ubrać. Do tego okazuje się, że statek od dawna stoi w miejscu, a przecież miał dotrzeć na Centauri-Ziemię. Co Starszy ma powiedzieć ludziom? Do tego jest Amy, która znajduje wskazówkę od Oriona, a ta z kolei prowadzi ją po nitce do kłębka, pozwalając odkryć coś niesamowitego, co bardzo wiele zmienia, ale czy na lepsze?

 

"Milion słońc" jak na kontynuację jest lepsze od swojej poprzedniej części. Książka cały czas trzyma w napięciu, gdyż nie można się doczekać kolejnej wskazówki, którą znajdzie Amy. Do tego ludzie na statku pozwalają sobie na coraz więcej, aż w końcu ktoś zaczyna mordować. Otrzymujemy obraz władcy, który chce być dobry, ale niedostatecznie radzi sobie ze wszystkim i to właśnie on odgrywa główną rolę w tej części, chociaż wątek związany z Amy również jest bardzo ważny dla całości. Książka ta przemienia się w kryminał, który powoli prowadzi do celu, ale gdy już poznajemy całą tajemnicę, okazuje się, że nadszedł czas na podjęcie trudnej decyzji, od której zależy życie.

 

Polecam tę książkę tym, którym nie przeszkadza kategoria "młodzieżówek", a chcą przeczytać całkiem dobry kryminał w kosmosie. Postacie są całkiem ciekawie skonstruowane, zwłaszcza, gdy okazuje się, że nie wiadomo komu ufać, a komu nie. Każdy ma swoje za uszami, ale niektórzy dobrze ukrywają swoją ciemniejszą stronę. Mam tylko nadzieję, że trzecia i finalna część powali na kolana, bo szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.

Kolejna książka o miłości

Pocałunek Gwen Frost - Jennifer Estep

To nie tak, że nie lubię książek o miłości. Lubię je, jeśli miłość w nich przedstawiona jest w sposób ciekawy, niebanalny, kiedy wydaje się, że jest tak blisko i to musi być ona, ale może jednak nie... W życiu miłość nie jest łatwa (chyba, że ktoś ma naprawdę niesamowite szczęście), ale jest. Dlatego właśnie najbardziej w książkach irytuje mnie miłość idealna, która pojawia się bardzo szybko i sobie trwa i jest super, chociaż po drodze spotyka przeciwności, ale jakoś daje radę. W "Pocałunku Gwen Frost" taką właśnie miłość dostajemy i to ona przede wszystkim wysuwa się na pierwszy plan całej książki. A szkoda, bo potencjał był na tę część serii.

 

Zaczęłam od razu od narzekania, ale cóż. Gwen Frost w tej części cały czas myśli o Loganie i dzieją się między nimi dziwne rzeczy. Przede wszystkim spędzają ze sobą sporo czasu podczas treningów, na które Gwen obowiązkowo musi uczęszczać. Do tego Logan znajduje sobie idealną dziewczynę, która za główną bohaterką nie przepada (niech zgadnę, zazdrość?). Jednakże cała akcja tej części odbywa się w pięknym górskim kurorcie, gdzie udaje się cała szkoła. Oczywiście Gwen obawia się cały czas ataku żniwiarzy, którzy pewnie będą chcieli się zemścić za śmierć jednego z nich, ale mimo wszystko próbuje jakoś sobie dać radę ze swoimi uczuciami. Pomóc ma jej w tym pewien nowo poznany przystojniak z innej szkoły - Preston. Przy okazji Gwen odkrywa, że w zupełnie nowy sposób może korzystać ze swojego daru i o mały włos nie ginie podczas lawiny. A na deser mamy walkę - kto z kim i dlaczego niech pozostanie tajemnicą dla tych, którzy chcą się z książką zapoznać.

 

Pomimo idealnych postaci, obrzydliwie bogatych i potrafiących robić wszystko super pojawiły się kolejne elementy, obok których ciężko jest przejść obojętnie. Można jeszcze przebrnąć przez nowy sposób wykorzystania daru Gwen i szczerze powiedziawszy całkiem to sprytne. Niestety gadanie z wilkiem i przewidywalna fabuła odejmują kilka punktów. Czyta się lekko i przyjemnie, chociaż mam cały czas wrażenie, że autorka posiłkowała się serią "Dom nocy", przynajmniej jest to napisane bardziej normalnym językiem. Szkoda tylko, że nie ma ani jednej rzeczy, nad którą można się zachwycać. Książka jest niby w porządku, czegoś jej brakuje, ale nie jest totalnym gniotem, jakie się spotyka. Lekka i przyjemna lektura na raz. Pewnie sięgnę po kolejną część, gdy będę miała ochotę właśnie na taką książkę.

Mitologia inaczej

Dotyk Gwen Frost (Akademia Mitu, #1) - Jennifer Estep, Anna Rojkowska

Zanim zabrałam się za czytanie książki, którą zachwalało wiele osób, rzuciłam okiem na tylną okładkę. Zauważyłam, że książka dotyczy mitologii, a to takie magiczne słowo, więc bez zastanowienia wzięłam z półki dwie pierwsze części (trzeciej nie było) i wypożyczyłam je, zadowolona, że znalazłam pewnie coś ekstra. W końcu te dobre opinie nie mogły się wziąć znikąd! Po powrocie do domu zaczęłam czytać. Kilka pierwszych stron, a ja byłam... załamana, że to kolejna książka o nastolatce, która ma super moce, a do tego zaraz pewnie pojawi się jakiś wątek miłosny i będzie kolejny "Zmierzch" inaczej. Jednakże czytałam dalej, czytałam... I okazało się, że właściwie nie jest tak źle!

 

Gwen Frost to normalna nastolatka, nie wyróżnia się niczym szczególnym, oprócz tego, że posiada magiczną moc - dotykając jakiś przedmiot (bądź osobę) jest w stanie określić do kogo on należy, jakie łączą się z nim emocje i wspomnienia, co się z nim wiąże. Niby takie nic, ale nie bez powodu Gwen trafia do Akademii Mitu, w której wszyscy uczniowie mają specjalne moce, a do tego są niezwykłymi postaciami, na przykład walkiriami, Spartanami, Wikingami i innymi wojownikami, którzy przez pokolenia walczyli po stronie różnych bogów, przede wszystkim przeciwko Lokiemu, który chciał zawładnąć całym światem. Oczywiście wszyscy uczniowie super walczą, są silni i dobrze wyszkoleni oprócz Gwen, której wydaje się, że w ogóle do tej Akademii nie pasuje. Czy słusznie? Odpowiedź znajdziecie w książce ;) Dodatkowo warto wspomnieć, że Gwen ma ochotę pobawić się w detektywa i zrozumieć, kto chciał śmierci jednej z uczennic i dlaczego nikt się tym zgonem nie przejął.

 

Cała ta historia nie zawiera w sobie wielkiego wow, na jakie liczyłam ze względu na magiczne słowo mitologia. Myślałam, że to będzie coś nowego, odkrywczego, a zamiast tego padło na niezbyt wymyślną historię z właśnie mitologią w tle. Pomysł nie był zły, ale tworzenie ponownie "zwykłej" dziewczyny, która została umieszczona w szkole, gdzie są same obrzydliwie bogate i idealne dzieciaki nie jest czymś nowym. Pojawia się także wątek miłosny, gdzie Gwen powoli lokuje swoje uczucia w chłopaku, który podpisuje materace dziewczyn, z którymi spał, żeby czasem mu się nie pomyliły (a może to tylko plotka). Do tego należy dodać, że jest idealny z wyglądu. Chyba gdzieś to już było... Dlaczego zatem chce się czytać dalej tę książkę? Na pewno dlatego, że Gwen mimo wszystko ma w sobie jakiś urok. Poza tym nie staje się nagle super bohaterką, ale pozostaje sobą. Czasem irytuje (chyba jak każda nastolatka), ale potrafi też postawić na swoim. Co do pozostałych postaci nie ma nikogo, kto zasługiwałby na szczególną uwagę. Chyba że super przystojny Logan? :D Żartowałam :P

 

Mimo tych niedoskonałości książka jest całkiem przyjemna do przeczytania w jeden wieczór, może dwa, jeśli ma się ochotę na coś lekkiego. Nie ma w niej nic odkrywczego, czego już by nie było, ale na wakacje książka jak najbardziej się nadaje :) Szkoda tylko, że ten wątek mitologiczny nie został jakoś inaczej rozwinięty, ale jestem ciekawa, co wydarzy się dalej, dlatego zabrałam się już za czytanie drugiej części.

Bądź przyjacielem ludzi

Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi - Carnegie Dale

Lubię czytać poradniki, ale niestety nie wszystkie zasługują na to, żeby się z nimi zapoznać. Dobry poradnik to taki, który wnosi coś do życia, powoduje jakieś zmiany w sposobie zachowania czy myślenia, otwiera na coś oczy, ale pozwala też w prosty sposób wprowadzić różne kwestie w życie. "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" to książka, która właśnie taka jest. Pomimo tego, że została napisana wiele lat temu, prawdy w niej zawarte można odnaleźć w dniu dzisiejszym. Dlatego tak bardzo się cieszę, że udało mi się ją przeczytać.

 

Ta książka nie jest jakaś niezwykła w swojej treści. Została napisana prosty językiem w stylu amerykańskim, gdzie historia goni historię, ale wszystko ma sens. Wszystko w tej książce zostało umieszczone w konkretnym celu, nie przez przypadek. Carnegie wymienia powiem wiele zasad, dzięki którym można sprawić, aby ludzie nas polubili. Każdą zasadę popiera różnymi historiami, które przydarzyły się jemu bądź jego znajomym, ale przytacza również te, które dotyczyły znanych postaci historycznych. Za to należy się ogromny plus, ponieważ słysząc jakąś zasadę nie zawsze wiadomo jak ją wykorzystać, a dzięki przykładom z życia jak to robić, a jak tego NIE robić mamy właściwie gotowy przepis.

 

Kolejna istotna rzecz dotyczy zasad, które przytacza autor w swojej książce. Otóż nie są to ani magiczne zaklęcia rodem z Hogwartu, ani jakieś sekretne i wielkie rady, których stosowanie liczy się z wielkim poświęceniem. Są to bardzo proste rzeczy, które część osób stosuje w swoim życiu nawet o tym nie wiedząc. Chociaż w sumie uzbierać można ich około 20 to przez większość z nich przemawia jedno - czasem warto schować dumę do kieszeni i pozwolić innym na radość, którą mogą doświadczyć dzięki temu, że zrobiliśmy tylko tę jedną małą rzecz. Nie chodzi tu bynajmniej o to, żeby ustępować wszystkim we wszystkim. Warto jednak przed niektórymi sprawami przemyśleć dobrze swoją strategię, ponieważ czasem mała zmiana może spowodować o wiele lepsze dla nas konsekwencje.

 

Po przeczytaniu książki od razu chwyciłam za długopis i zapisałam wszystkie zasady w kalendarzu, aby zawsze mieć je przy sobie. Wypróbowałam już kilka z nich i pomimo czasu, który upłynął od ich spisania, nadal się sprawdzają. Myślę też, że do samej książki wiele razy będę jeszcze wracać, ponieważ warto. Nawet sam autor napisał w niej, aby to robić, ponieważ te wszystkie historie mogą stać się źródłem inspiracji do naszego postępowania w życiu.

 

Jeśli pragniesz polepszyć swoje stosunki z ludźmi, a być może po prostu chcesz, aby inni Cię lubili - przeczytaj. Książka liczy niecałe 300 stron, a zastosowanie tych zasad może okazać się bezcenne. Z czystym sumieniem polecam wszystkim, którzy lubią tego typu książki :) Ale jeśli są tacy, którzy nie lubią, może też dadzą się namówić? :)

Praca magisterska i jej uroki

100% sukcesu Podstawy - Ed Ludbrook Shakeout! Wielki obraz ukazujący dlaczego marketing sieciowy znowu przeżywa rozkwit - Edward Ludbrook

Od początku tego roku aż do czerwca nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie książek dla przyjemności, tych lekkich i ciężkich, ponieważ jego znaczną część pochłaniało pisanie pracy magisterskiej (ten, kto pisał, wie, co to znaczy ;)). Oczywiście w międzyczasie musiałam czasem zajrzeć do jakiejś beletrystyki, ale skupiona byłam głównie na literaturze potrzebnej do pracy magisterskiej. Przy okazji przeczytałam również dwie wspaniałe książki Eda Ludbrooka, które są podstawą dla wszystkich osób zajmujących się czy zainteresowanych marketingiem wielopoziomowym.

 

Dlaczego są podstawą? Ponieważ zawierają absolutne minimum, które przede wszystkim każdy praktyk MLM powinien znać. Przy okazji znajdziemy kilka porad, wskazówek oraz dowiemy się, czego nie robić czy unikać, aby nie powielać błędów innych osób. Osobiście interesuję się tym zagadnieniem, jak również innymi kwestiami związanymi z biznesem w różnej postaci, stąd tym razem taka mała odskocznia od tego, co czytam zawsze :) przy okazji pisania pracy zahaczyłam o jeszcze więcej książek i artykułów na ten temat, ale niestety nie wszystko udało mi się przeczytać od deski do deski. Najważniejsze, że praca obroniona na pięć, a ja wreszcie mam czas, żeby przeczytać coś dla rozerwania się. Mam dylemat, od czego zacząć :P

Czy to się kiedyś skończy?

Kosogłos - Collins Suzanne

"Kosogłos" to już ostatnia część trylogii o Głodowych Igrzyskach, które od 75 lat odbywały się każdego roku w Panem jako "pamiątka" po przeszłości. Drugi tom kończy się w dosyć ciekawy sposób, kiedy dowiadujemy się, że Dwunastka już nie istnieje, a Katniss została uratowana z areny. Niestety Peeta trafia w ręce Kapitolu, a to już nie jest taka dobra wiadomość zwłaszcza dla niej. W tej części Katniss trafia do Trzynastego Dystryktu, który podobno nie istniał, ale okazało się, że był dobrze ukryty pod ziemią, a Kapitol oczywiście o tym wiedział. Jednakże najważniejszą rzeczą w tej części jest to, że jest ona zupełnie inna od dwóch poprzednich.

 

Katniss trafia w zupełnie nowe miejsce, brakuje jej Peety, chociaż z drugiej strony ma przy sobie Gale'a, ale dzięki niemu wcale nie czuje się lepiej. Chociaż została Kosogłosem, czyli twarzą rewolucji, która powoli się zaczyna, cały czas w jej wnętrzu toczy się walka, ponieważ po jakimś czasie okazuje się, że nie wiadomo komu można ufać. Oprócz tego cały czas pozostaje jej w głowie wizja torturowanego Peety. Nie jest żadną niespodzianką próba odbicia go, w końcu prędzej czy później musiało dojść do takiej sytuacji, ale kiedy ląduje on w Trzynastym dystrykcie, sprawy się komplikują, ponieważ uważa Katniss za zmiecha i próbuje ją zabić.

 

Fabuła początkowo nie ma zabójczego tempa, dopiero po jakimś czasie akcja się rozkręca i to na dobre. Ostatnia część jest też o wiele bardziej krwawa niż poprzednie, ponieważ tutaj już nie ma przelewek - giną wszyscy i nieważne, czy są to żołnierze, kobiety, dzieci czy ranni w szpitalu. Postać Katniss może trochę irytować, ale w końcu po dwóch głodowych igrzyskach można naprawdę nieźle oberwać psychicznie. Gale zdaje się być jakiś dziwny - zupełnie jak nie Gale z poprzednich części, ale może to tylko moje wrażenie. Obraża się, wyraźnie coś ukrywa, chociaż w pewnym momencie pokazuje karty, ale na sam koniec... No cóż. Najlepiej samemu przeczytać. Poza tym jest jeszcze Peeta, który raz chce zamordować Katniss, innym razem chce swojej śmierci, ale może jednak i tak można mu zaufać? Mamy nową panią prezydent, która być może okaże się kolejnym tyranem i oczywiście starego dobrego Snow'a, który być może wcale nie jest taki zły, jaki się wydawał? A może jest jeszcze gorszy za krew, którą ma na rękach? Jest też Haymitch, któremu ufać czy nie ufać? Katniss ma naprawdę trudny orzech do zgryzienia.

 

Samo zakończenie jest być może trochę zaskakujące, chociaż decyzja Katniss w pewnej sprawie może być ogromnym zaskoczeniem, ale być może wreszcie skończy się koszmar? Cóż... Całą serię warto przeczytać - to na pewno. Choć czyta się szybko, nie jest to lektura przyjemna, ponieważ ukazuje różne oblicza ludzi, tak właściwie pokazując, że nikt nie jest tylko dobry albo tylko zły, ponieważ każdy ma coś za uszami. Nie jest to jednak jednoznaczne z tym, że nie można się zmienić. Chociaż przeszłość pozostanie, można zawsze starać się zmienić przyszłość, żyjąc tu i teraz.

Historia lubi się powtarzać

W pierścieniu ognia - Collins Suzanne

"W pierścieniu ognia" przeczytałam już jakiś czas po zapoznaniu się z pierwszą częścią. Niestety wcześniej zdążyłam obejrzeć drugą część filmu (swoją drogą lepszy od pierwszej części), ale to nie przeszkadzało mi w czytaniu, ponieważ niektóre elementy trochę się różniły od filmowego świata. Niemniej jednak pomimo opinii kilku osób, jakoby Katniss, czyli główna bohaterka książka, która jednocześnie jest narratorem powieści, stała się irytująca, zabrałam się wreszcie za czytanie i skończyłam... Skończyłam i od razu sięgnęłam po ostatnią część trylogii.

 

Co do zarzutu, że Katniss robi się irytująca, bo bawi się uczuciami Gale'a i Peety trochę rozumiem innych, bo częściowo się z nimi zgodzę, ale tylko częściowo. W końcu igrzyska w jakimś stopniu odbiły się na jej psychice, a całe tournee zwycięzców, gdze była zmuszona udawać miłość do Peety sprawiło, że chcąc nie chcąc musiała ranić uczucia Gale'a. Nie tłumaczę jej zachowania, jedynie staram się zrozumieć to, co siedziało jej w głowie. Dodatkowo ponowny występ w igrzyskach? To dopiero musiało boleć.

 

Nie wiem, dlaczego, ale ta część trochę bardziej przypadła mi do gustu. Jakoś tak więcej się dzieje, do tego możemy obserwować jak rozpoczyna się bunt wśród niektórych dystryktów. A przecież Katniss miała udowodnić wszystkim, że naprawdę kocha Peetę, tymczasem powoli staje się symbolem rewolucji, która może nastąpić już za chwilę. Kiedy ponownie trafia na arenę, wie, że tym razem Kapitol nie pozwoli przeżyć dwóm osobom, dlatego za wszelką cenę stara się chronić Peetę, ale nieufnie podchodzi do sojuszników, nie do końca rozumiejąc, co zamierzają. Najbardziej ze wszystkiego jednak podoba mi się zakończenie, kiedy cała prawda wychodzi na jaw, ale nie powiem nic więcej, bo byłby to bardzo duży spoiler :P Warto samemu przeczytać, żeby się dowiedzieć, co zostało uknute.

 

Jedynym minusem, który rzucił mi się w oczy, było wymordowanie wszystkich trubutów, którzy nie wnosili zbyt wiele do fabuły powieści. Ich śmierć nie miała zbyt wielkiego znaczenia i prędzej czy później trzeba by się ich pozbyć, więc najlepiej ich uśmiercić - takie odniosłam wrażenie, ale może mylne? W końcu nowa arena została skonstruowana w dość specyficzny sposób, który mógł taką śmierć znacznie ułatwić. No właśnie. Za pomysł z areną duży plus dla pani Collins - całkiem cwanie to wymyśliła. Ostateczny werdykt? Jeśli przeczytaliście pierwszą część i Wam się podobała, sięgnijcie po drugą bez wahania. A zaraz potem sięgniecie po trzecią :)

To już jest koniec...?

Wybrana - Cast P.C.,  Cast Kristin

Nie wiem, po co zabrałam się za czytanie kolejnego tomu. Chyba z tego powodu, że koleżanka pożyczyła mi tę część razem z poprzednią troszkę zmusiło mnie to jej przeczytania, ponieważ kiedyś trzymałam się zasady, że czytam wszystko, co ktoś mi pożyczy (tak było do momentu okropnych 50 nieszczęść Greya). Jednakże kategorycznie zerwałam z tą zasadą, bo po co tracić czas na gnioty, prawda? No właśnie.

 

"Wybrana" jest słaba. Chociaż fabularnie momentami naprawdę jest nie najgorzej to najczęściej wszystko jest po prostu beznadziejne. Ja rozumiem, że jako wyróżniająca się osoba można mieć powodzenie, ale posiadanie trzech facetów i zdradzanie ich wzajemnie jakoś nie brzmi zachęcająco, zwłaszcza w (podobno) literaturze młodzieżowej. Nie mówię, że niewierność nie może występować w tego typu książkach, ale chociaż powód zdrady mógłby być dobry. Tu tego zabrakło. Znowu.

 

Jedyna fajna rzecz, która mi się spodobała w tej części to to, że nie zawsze dobrzy są dobrymi, a źli złymi osobami. Pojawiło się maleńkie światełko w tunelu, że może jednak coś się zmieni. Może postacie w końcu nabiorą charakteru. Niestety tak szybko jak się ono pojawiło, tak szybko zgasło. Chociaż chyba najfajniejszą postacią w tej części była Afrodyta, która trochę odeszła od bycia zimną suką i w końcu zrobiła coś pożytecznego. Fajnie, gdyby trochę tego jadu w niej zostało na przyszłość, bo jako jedyna jest postacią, która posiada zróżnicowany charakter. Niestety nie wiem, czy będzie dane mi się o tym przekonać, ponieważ na razie zarzucam czytanie kolejnych części. Może kiedyś, kiedy będę miała ochotę na coś lekkiego i niezbyt wymagającego, bo fabuła momentami jest naprawdę fajna i chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej. Niestety zdecydowanie więcej jest rzeczy, które spowodowały, że na razie odpocznę od tych autorek. Może kiedyś jeszcze dam im szansę. Może.

Po prostu gniot

Zdradzona - Cast P.C.,  Cast Kristin

Beznadzieja, porażka i strata czasu - tak właściwie mogłabym podsumować drugą część "Domu nocy" i myślę, że właściwie tyle by wystarczyło. Jednakże niektórzy być może chcieliby wysłuchać jakiś argumentów, które przemawiają za taką, a nie inną oceną, także napiszę jeszcze kilka słów o tym, dlaczego tak jest.

 

Po pierwsze jedynym plusem całej tej serii jest miejscami nawet ciekawa fabuła. Choć wszystkie ochy i achy nad płcią przeciwną nie są dla mnie interesujące w żaden sposób w tego typu książkach, bo zdecydowanie wyrosłam już z tego, zdarzają się momenty, które są ciekawe i sprawiają, że chce się czytać dalej, żeby dowiedzieć się, co było potem. Niestety styl i język bardzo utrudniają czytanie. To jest chyba największy minus całej serii, ponieważ w pierwszych tomie był dopiero przedsmak tego, co znajdziemy w drugim. Czasem naprawdę miałam ochotę rzucić książkę w kąt i nie czytać dalej, ale kiedy działo się coś fajnego i przestało się zwracać uwagę na język to jakoś dało się czytać. Jakoś.

 

Kolejna kwestia to postacie, które są niesamowicie nudne. Wszyscy są idealni albo prawie idealni, piękni albo trochę mniej, fajni albo trochę im tego brakuje, ale nie ma nikogo, kto w jakiś szczególny sposób by się wyróżniał. Można rzec, że są to typowe nastolatki, ale nie zawsze  typowe musi być nudne, prawda? Niestety tutaj wszyscy są nudni. Po prostu nudni. Właściwie dopiero koniec książki ratuje sytuację, kiedy pewna osoba, która uchodzi za dobrą, nie do końca taka jest. A może wcale? Pewnie okaże się dalej. Niestety nie jest to literatura, którą mogę polecić, więc jeśli nie spodobał się Wam pierwszy tom, resztę możecie odpuścić. Chyba, że jesteście ciekawi, co dalej. Ja ze względu na zakończenie trochę jestem, a ponieważ  tak mam 3 tom pożyczony od koleżanki, więc daję ostatnią szansę. Obym tego nie żałowała :P

Choć każdy to zna...

Harry Potter i Kamień Filozoficzny  - Andrzej Polkowski, J.K. Rowling

O Harry'm Potterze słyszał chyba każdy, a przynajmniej większość wie, że istnieje pewien chłopiec, który nosi okulary i ma bliznę na czole w kształcie błyskawicy, dzięki czemu jest niezwykły. Jest niezwykły, ponieważ okazuje się, że jest czarodziejem. Do tego nie byle jakim, ponieważ udało mu się odeprzeć atak Sami-Wiecie-Kogo. Chociaż jego rodzice zginęli, a on sam nie jest zbyt szczęśliwy, mieszkając u siostry swojej matki i jej rodziny, zaczyna lubić szkołę, w której wreszcie uczy się interesujących go rzeczy.

 

Właściwie tyle by wystarczyło, bo cała ta seria broni się sama. W szczególności "Harry Potter i kamień filozoficzny" jest książką mojego dzieciństwa i także dzięki niej polubiłam czytać książki. Czasami zdarza mi się do niej wracać jak teraz, kiedy stwierdziłam po prostu, że mam ochotę na Harry'ego i koniec kropka. Na szczęście posiadam całość, więc nie ma problemu, wystarczy wyciągnąć rękę, zabrać odpowiedni egzemplarz z półki i, jak to bywało, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły, zarwać noc, żeby skończyć książkę, którą właściwie dobrze już znam, ale każdy, kto lubi Pottera dobrze wie, że jak już się zacznie czytać to przestać jest bardzo trudno.

 

Nie wiem do dzisiaj, czemu ta książka stała się takim fenomenem. Jest dobra, docelowo dla dzieci i młodzieży, ale co sprawia, że czytają ją dorośli? Nie wiem, ale w sumie to nieważne. Ważniejsze jest to, że można chociaż na jakiś czas przenieść się w świat magii i pomimo uciekających lat wciąż mieć nadzieję, że może pewnego dnia wreszcie przyjdzie ten długo wyczekiwany list z Hogwartu ;)

Znów te wampiry

Naznaczona - Cast P.C.,  Cast Kristin

Od czasu powstania "Zmierzchu" minęło już sporo czasu, a mimo to moda na pisanie i czytanie książek o wampirach nie przemija. Być może ta saga otworzyła jakiś nowy podgatunek w literaturze, ale nie mnie to oceniać. Po prostu gdyby ludzie nie chcieli tego czytać to pisarze nie pisaliby książek, w których występują wampiry. Skoro jednak wciąż i wciąż można natrafić na nowe pozycje tego typu to znaczy, że trzeba ostrożnie do nich podchodzić i starać się wybierać te, które są warte uwagi.

 

Początkowo nie chciałam czytać kolejnej serii o wampirach i pewnie bym tego nie zrobiła, ale koleżanka powiedziała mi, że ma całą serię i chętnie mi pożyczy. Poprosiłam zatem najpierw jedynie o pierwszą część, bo kto to wie, co się w tym wszystkim kryje. Zabrałam się więc za czytanie "Naznaczonej", która otwiera cykl Domu Nocy i skończyłam czytać dosyć szybko. Jak już kiedyś wspominałam, lubię czytać książki młodzieżowe, nawet o wampirach, ale takie, które przedstawiają sobą jakąś wartość. Niestety "Naznaczona" do takich książek nie należy.

 

Zoey to fajna dziewczyna. Ma strasznego ojczyma, a jej matka odkąd go poślubiła, zmieniła się nie do poznania. Zoey zatem ma właściwie tylko babcię, której może zaufać i na której może polegać. Nieco oklepany schemat, ale da się przeżyć. Niestety pomimo chęci nie polubiłam za bardzo głównej bohaterki, chociaż jest dobrą dziewczyną, nie garnie się do władzy i innych tego typu rzeczy. Nie ma jednak żadnych wyrazistych cech oprócz tego, że jakimś cudem szybciej niż inni przemienia się w wampiry i ma niezwykłe zdolności. Książka jest bardzo schematyczna, nie ma w niej nic odkrywczego, a szkoda, bo może jakimś cudem wyszłaby z tego całkiem przyjemna historia. Kolejna rzecz, do której muszę się przyczepić to język. Nie wiem, czy oryginał też taki jest (zakładam, że tak), ale styl, w jakim jest pisana książka, ma być młodzieżowy i fajny, a tak naprawdę jest to sztuczne, takie używanie różnych słówek i powiedzeń, które po prostu nie pasują do całości. Młodzież nie jest głupia i potrafi czytać książki pisane prostym, ale normalnym językiem. Nie trzeba wrzucać w tekst jakiś udziwnień, które mają wprowadzić fajowy nastrój czy coś. Szkoda.

 

Jeśli macie ochotę na poznanie historii Zoey to bierzcie książkę do ręki i czytajcie. Jeśli nie tak naprawdę niewiele tracicie. Ja raczej nie odpuszczam przy pierwszym podejściu, dlatego zabieram się za drugą część, ale jeśli ona będzie dużo słabsza od kolejnej to chyba porzucę tę serię. Oczywiście to nie tak, że książka jest całkiem skopana, ponieważ można przy niej się rozerwać, czasami pośmiać, bo ona potrafi wciągnąć i mówicie sobie, że jeszcze tylko jedna strona i jeszcze jedna. Jednakże na pewno są lepsze książki i serie od Domu Nocy. Chyba, że potem będzie lepiej? Kto wie... Ja jeszcze nie wiem :P

Powrót Nocnych Łowców

Miasto Popiołów (Dary Anioła, #2) - Cassandra Clare

Pierwsza część podobała mi się, dlatego bez żadnych oporów zabrałam się za czytanie drugiej części, która trochę mnie rozczarowała. Tak jak w "Mieście kości" wlekąca się akcja była na miejscu i nie przeszkadzała, tak w "Mieście popiołów" mam wrażenie, że nie sprawdziło się to już tak dobrze. Zastanawiam się tylko, dlaczego w ogóle tak się stało, ponieważ debiutancka powieść była całkiem całkiem, a jej kontynuacja pozostawia jakiś niedosyt.

 

Właściwie to nie bardzo wiem, co jeszcze mogłabym dodać, bo powyższa treść przedstawia bardzo dobrze to, co czuję po przeczytaniu tej książki. Brakowało mi tutaj czegoś, być może czegoś nowego, bowiem dowiadujemy się jedynie, że Clary i Jace nie są zwykłymi Nocnymi Łowcami, gdyż są znacznie potężniejsi i jeśli oczekujecie, że zostanie to wyjaśnione w tej części to niestety nic z tego. Dlatego na pewno wezmę do ręki trzecią część Darów Anioła, ponieważ jestem ciekawa, co bądź kto za tym stoi. Poza tym w drugiej części zaczęło mi się wydawać, że to całe bycie rodzeństwem to jedna wielka ściema. Również w tej sprawie nic się nie zmienia do ostatnich stron, ale kto wie, co będzie dalej? Na szczęście ostatnie rozdziały książki i kolejna potyczka z Valentinem ratują całość, bo tam naprawdę zaczyna się dużo dziać. Bardzo podobał mi się też motyw śmierci jednego z ważniejszych bohaterów książki, ale na ten temat nic więcej nie powiem! ;)

 

Na koniec dodam jeszcze, że bardzo mi się podoba wplecenie istot nadnaturalnych do normalnego świata - wszystko się jakoś tak fajnie łączy. Tym bardziej, że w tej części mamy okazję poznać istoty, które nigdy nie kłamią. Poza tym książkę polecam, jeśli jesteście ciekawi dalszego ciągu tej historii, a ja zabieram się za część trzecią.

Dwa światy

Przez Burze Ognia  - Veronica Rossi

Zapewne każdy z Was albo chociaż większość zastanawia się nad tym jak będzie wyglądała przyszłość. Jedni chcieliby zapewne możliwość teleportacji, innym marzą się podróże w kosmos, ale wystarczy sięgnąć po książki o dystopiach, gdzie obraz przyszłości nie jest wcale taki kolorowy jak byśmy tego chcieli. Oczywiście jest szansa, żeby przyszłość była wspaniała, wręcz utopijna, ale co, jeśli znamy tylko jedną stronę medalu?

 

"Przez burze ognia" to książka, która pokazuje właśnie dwie strony medalu. Innymi słowy dwa światy. Jeden z nich to jak łatwo się domyślić ten idealny, który w pewnym momencie okazuje się nie być wcale takim idealnym. Mamy też drugi świat, który uważany jest za zły, ale tak naprawdę tylko on uczy prawdziwego życia na Ziemi, która zmieniła się przez eter sunący po niebie, który sprawia, że jest ona niebezpiecznym miejscem do zamieszkania. Właściwie takie przedstawienie świata nie jest czymś niezwykłym, ale bardzo lubię w książkach to, że na pozór dobre rzeczy takie nie są, a te, które wydają się złe mają też swoje dobre strony. Wtedy jest ciekawiej i sama książka jest ciekawa.

 

Nie bardzo lubię zdradzać fabuły książek, ponieważ wydaje mi się, że takie streszczanie książek odbiera im w pewien sposób trochę uroku i tajemniczości. Może powiem tylko tyle, że Aria mieszka mieszka w "miasteczku" zamkniętym pod kopułami, żyjąc w Sferach, czyli wirtualnych światach. Oczywiście uważa początkowo, że ma szczęście, żyjąc w takim miejscu, gdyż nie grozi jej to, co jest na zewnątrz. Chyba nie muszę dodawać, że wszyscy żyjący w takim miejscu są kontrolowani. Natomiast Perry to chłopak, który mieszka w dziczy, czyli w normalnym świecie. Nazywany jest Wykluczonym, ponieważ nie przynależy do żadnego miasta z lepszego świata. Pewnego pięknego dnia ich drogi się przecinają, ale nie spodziewajcie się proszę od razu jakiejś wielkiej miłości, chociaż oczywiście tego wątku nie mogło zabraknąć (niestety kiedy już się pojawia to jest cukierkowa). Na szczęście znów trafiłam na książkę, w której miłość nie gra pierwszych skrzypiec, bo są rzeczy o wiele ważniejsze od niej.

 

Zarówno Arię jak i Perrego można polubić albo i nie. Aria podoba mi się dlatego, że po prostu sobie radzi i to całkiem nieźle. Nie poddaje się, walczy o przeżycie w świecie, którego nie zna, ale który otwiera jej oczy. Perry zgrywa twardziela, ale potrafi okazywać uczucia. Okazuje się, że nie jest bez winy, ale potrafi przyznać się do błędu czy go naprawić. Postacie są fajne, mają w sobie coś, co sprawia, że wydają się realne, a nie papierowe. Sama fabuła też jest niezła. Oby więcej takich książek ;)

 

"Przez burzę ognia" polecam każdemu, kto lubi książki w tym klimacie - nie powinna Was zawieść. A ja na pewno zabiorę się niedługo za drugą część, która czeka na mnie na mojej półce ;)

Teraz czytam

Przez niego zgine
K.A. Tucker
Przeczytane:: 7/507 stron
Found in You
Laurelin Paige
Przeczytane:: 5/372 stron
Jedno małe kłamstwo
K.A. Tucker
Przeczytane:: 9/426 stron
Błękit szafiru. Trylogia czasu
Gier Kerstin
Przeczytane:: 7/358 stron