malwinaczyta

Książki to moja miłość i pasja, ale szczególnym uczuciem darzę fantastykę, s-fi, kryminały, horrory i thrillery.

Jesteś tym, kim myślisz, że jesteś?

Miasto Kości (Dary Anioła, #1) - Cassandra Clare, Anna Reszka

Lubię czytać młodzieżowe książki pod warunkiem, że nie są tylko o miłości i przekazują pewne wartości czytelnikom. O "Mieście kości" słyszałam dobre opinie od moich koleżanek, aż w końcu jedna z nich pożyczyła mi pierwszą część ze słowami "sama musisz to przeczytać". Powiem szczerze, że nie zawsze chętnie słucham kogoś, kto zachwyca się książkami o aniołach, ponieważ różnie z nimi bywa, chociaż umiejętnie wplecione anielskie pochodzenie czy coś w tym stylu może dodać powieści jakiś nowy pierwiastek, który całkowicie ją odmienia. Tak też stało się w przypadku "Miasta kości", które zaskoczyło mnie pozytywnie.

 

Na wstępie powiem, że jeśli poszukujecie książki, której akcja wciągnie Was od pierwszych stron, a miłość powali na kolana to nie bierzcie "Miasta kości" do ręki, bo Was rozczaruje. Pomimo tych kilkuset stron akcja przyspiesza dopiero w ostatnich rozdziałach, a przez pozostałe strony jest, ale nie pędzi na łeb na szyję. Jest zwyczajnie umiarkowana - bez problemu nadążymy za tym, co się dzieje, jednocześnie nie nudząc się za bardzo. Niestety momentami książka jest nudna, to fakt, ale takich momentów jest zaledwie kilka. Warto wtedy odłożyć ją na bok i wrócić na przykład następnego dnia - nic na siłę. Jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo mi się podoba w tej książce - autorka pomimo wprowadzenia nadprzyrodzonych postaci, jakimi są wampiry, wilkołaki czy czarodzieje, nie powoduje takiego czegoś, co często występuje w tego typu książkach, że jeśli już jesteś tym wampirem to jesteś taki super i wow. Bycie wampirem nie jest czymś bardzo niezwykłym. Wiadomo, że jest różnica pomiędzy nim a człowiekiem, ale nie jest to tak rażące jak na przykład w "Zmierzchu", gdzie wampir jest jak jakaś gwiazda, a człowiek to tylko kolejny fan.

 

Sama fabuła nie jest jakoś super niezwykła. Mamy główną bohaterkę Clary, która momentami bywa irytująca (nie wiem co jest fajnego w beczącej i niemalże wiecznie niezadowolonej nastolatce), czasem się buntuje, ale zdarza się, że potrafi sobie dać radę. Jej przyjaciel Simon na szczęście nie jest jakąś totalną fajtłapą, ponieważ też nieźle sobie radzi, chociaż za wszelką cenę chce się opiekować Clary (powód jest raczej oczywisty i nikogo nie powinien zaskoczyć). Mamy też tajemniczego i mrocznego chłopaka o imieniu Jace, który jest Mrocznym Łowcą i zabija demony. Oczywiście on i Simon nie przepadają ze sobą. Przewidywalne? No raczej. Do tego mamy jeszcze kilka innych postaci, które są dosyć ważne dla książki, ale właściwie to są albo dobre albo złe, chociaż niektóre z nich kiedyś tam zmieniły strony (przeszły na jasną stronę mocy, tak w skrócie). Najbardziej jednak podobało mi się zakończenie, które jest dość zaskakujące. Oczywiście ja się ucieszyłam na taki obrót spraw ze słowami "nareszcie", ponieważ w końcu po raz pierwszy (chyba, że jakiegoś nie pamiętam) trafiłam na taki obrót spraw, który nie pojawił się chyba jeszcze w żadnej książce, jaką czytałam. Genialne! Jestem ciekawa, czy w kolejnych częściach autorka jakoś to fajnie rozegra :)

 

Polecić książkę mogę, aczkolwiek nie jest to coś, do czego się wraca. Dla przyjemności książka może być. Oczywiście następne części pewnie przeczytam, gdyż jak mówiłam zakończenie pozostawiło pisarce ciekawe rozwinięcie tej historii. Jednakże albo rozegra to dobrze albo całkowicie skopie. Nie pozostaje zatem nic innego jak czytać dalej i się o tym przekonać. A dla tych, których interesuje film - był przeciętny (i nie do końca pokrywał się z książką), a książka jest zdecydowanie lepsza (chociaż to chyba nie jest zaskoczeniem).

Podświadomość, reinkarnacja i morderca

Śmierć ma 143 cm wzrostu - Sebastian Fitzek

"Śmierć ma 143 cm wzrostu" to książka, którą można umieścić pomiędzy kryminałem a horrorem. Horror, bo z założenia książki wydawane w tej serii takie właśnie mają być, a kryminał, ponieważ szukamy przez całą książkę mordercy, który jak się okazuje morduje w dobrej wierze, gdyż zabija tych, którzy bardzo dużo złego zrobili w życiu (taki serialowy Dexter). Na szczęście książka posiada jeszcze kilka mniejszych wątków, które są równie ważne dla całej historii, za co należą się brawa dla pisarza. Ostatnio zauważyłam, że ciężko jest znaleźć książkę, w której kilka wątków łączy się w sensowną i nienaciąganą(!) całość. Jednakże przejdźmy do konkretów.

 

Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy Robert spotyka się z Cariną (przy okazji swoją dawną miłością), która przyprowadza ze sobą chorego dziesięcioletniego chłopca Simona. Carina pracuje w szpitalu, a Simon jest jednym z pacjentów. Ponieważ nie ma on rodziny, pielęgniarka postanowiła zrobić mu prezent i zabrała go na seans reinkarnacyjny, dzięki któremu chłopiec miał się dowiedzieć kim był w poprzednim życiu. Od tego czasu ma on sny, w których widzi miejsca morderstw i jest pewien, że to on sam ich dokonał. Kiedy Robert dzięki jego wskazówkom znajduje pierwsze zwłoki mające jakieś 15 lat sytuacja robi się coraz bardziej zagmatwana. Zwłaszcza, gdy Robert dostaje od kogoś (nazywa go potem "głosem") kasetę z nagraną śmiercią swojego własnego syna, który zmarł jako niemowlę w szpitalu. "Głos" z kasety nakazuje Robertowi wysłuchanie Simona do końca i odnalezienie kolejnych zwłok, ponieważ są kolejne! Do tego dojdzie handel dziećmi i pedofilia... Jak się wszystko rozkręci to jest naprawdę ciekawie. A samo zakończenie jak dla mnie jest dosyć zaskakujące. I przy okazji dowiadujemy się czegoś o podświadomości.

 

Postać Roberta jest ciekawa, ma wiele różnych dobrych i złych cech, co bardzo mi się spodobało, ponieważ ciężko jest wykreować bardzo dobrą postać, a ta taka właśnie jest. Oczywiście zawsze można się do czegoś doczepić, ale Fitzek wykonał tutaj dobrą robotę. Co do pozostałych postaci (niektórych nie mogę zdradzić, ponieważ musiałabym spoilerować) to również posiadają one kilka twarzy, nie są jednostronne i mają coś za uszami. Jedynie Simon pozostaje normalnym chłopcem, ale pomimo swoich 10 lat zachowuje się bardzo dojrzale, kiedy trzeba, jednakże w innych sytuacjach jest zwyczajnych dzieckiem, co również bardzo mi się podobało. Czasami mam wrażenie, że autorzy książek na siłę chcą sprawić, żeby ich młode postacie były zawsze dorosłe i odpowiedzialne, co nie zawsze jest udanym zabiegiem.

 

Książkę oceniam bardzo dobrze i serdecznie polecam osobom, które lubią tego typu powieści. Można oczywiście przyczepić się do kilku rzeczy, bo nie wszystko było super dopracowane, ale po przeczytaniu tej książki zamierzam poznać inne pozycje pisarza z nadzieją, że będą na takim samym poziomie lub lepsze o tej tutaj. Jeśli będziecie mieć okazję to śmiało możecie czytać. Myślę, że się nie zawiedziecie :)

Trole, magia, miłość... i odrobinę czegoś jeszcze

Zamieniona - Hocking Amanda Rozdarta - Hocking Amanda Przywrócona - Amanda Hocking

Początkowo chciałam napisać recenzję każdej części z osobna, ale z tego względu, że są to dosyć cienkie książki, postanowiłam napisać dla nich jedną wspólną recenzję. W końcu przeczytałam je dosyć szybko, niemalże jednych tchem. Czy było warto? Początkowo wydawało mi się, że tak, a cała seria jest super. Dopiero z upływem czasu, kiedy początkowe emocje już nieco zbledły cała seria nie wydawała się już taka super, chociaż nie oznacza to, że była zła.

 

Sama historia jest ciekawa. W książce cały czas coś się dzieje i tak naprawdę nie ma miejsca na nudę. Mamy różnych bohaterów i tutaj niestety muszę się przyczepić. Główna bohaterka - Wendy - jest momentami strasznie irytująca. Ciągle tylko by wrzeszczała albo płakała i obwiniała cały świat za swój los. Chociaż to, kim jest, nie zależało od niej to mam wrażenie, że chętnie obwiniłaby każdego za to, że okazała się być najzwyczajniej w świecie trolem. Do tego księżniczką. Brzmi trochę jak "Pamiętnik księżniczki", ale w tej serii chodzi o trochę więcej niż bycie księżniczką i objęcie tronu, bo tutaj chodzi o walkę ze złym królem, który okazuje się być również ważną postacią. Na szczęście Wendy zmienia się w ostatniej części, w której w końcu zachowuje się jak normalna dojrzała dziewczyna. Oczywiście rozumiem to, że jest nastolatką i nie oczekiwałam, że nagle zacznie zachowywać się jak dorosła, ale postawiona została w dosyć trudnej sytuacji, w której chcąc nie chcąc była zmuszona dorosnąć. Choć nie pochwalam jej ostatecznego wyboru swojego życiowego partnera (który jak dla mnie jest arogancki i zbyt pewny siebie) to inne postacie są zazwyczaj jednostronne - albo dobre albo złe. Nie ma właściwie nikogo, kto jest trochę taki trochę taki. Finn, w którym zakochana jest Wendy jest zawsze wierny królowej i choć odwzajemnia to uczucie to postanowienia władcy są dla niego ważniejsze aż do końca. Może jedynie Willa, która pod wpływem nie całkiem prawdziwego brata Wendy zmienia się o 180 stopni jest osobą, którą można polubić. Pozostałe postacie pozostawiają niestety wiele do życzenia. Niektóre z nich miały potencjał. Niestety tylko niektóre zupełnie się zmieniają, ale jest to zmiana jakby przeszły z jednej strony na drugą.

 

Co do samej treści to przedstawia ona pewną wartość. Na szczęście wątek miłosny nie jest na pierwszym planie, chociaż jest dość mocno widoczny. Mimo to można w całej serii znaleźć walkę dobra ze złem, a także przyjaźń, która jest prawdziwa i szczera. Można znaleźć w niej pewne wartości i choć wydawałoby się, że postacie nie są super to mimo wszystko warto sięgnąć po te trzy książki, które razem tworzą spójną całość i jedna przekazują coś wartościowego światu. Ich przeczytanie nie zabiera zbyt wiele czasu, dlatego z braku innych książek do czytania można się z tym zapoznać.Może Wam spodoba się ta seria bardziej lub mniej. Na szczęście jest lepsza od "Zmierzchu" ;)

Daj się zamrozić, a czeka Cię super przygoda. A może nie?

W otchłani - Beth Revis

Główna bohaterka Amy zostaje zamrożona wraz ze swoimi rodzicami, aby odbyć podróż na nową planetę, którą mają zasiedlić ludzie. Cała podróż ma trwać 300 lat... A może 301? W każdym razie Amy dowiaduje się o tym z rozmowy dwóch naukowców, którzy właśnie ją zamrażają. Niestety nie zdążyła ich zapytać, o czym właściwie mówią, bo została zamrożona. Mimo to wciąż była świadoma. A może nie? Może to były tylko sny? Jednakże pewnego dnia Amy nagle zostaje wyjęta z komory i prawie umiera podczas rozmrażania, które powinno wyglądać w zupełnie inny sposób. Na szczęście udaje się ją uratować, ale jej życie na statku zamienia się w niemały koszmar.

 

Pojawia się też Starszy, który jest następcą dowódcy - Najstarszego. Spędza dużo czasu z Amy, próbując jej pokazać, że życie na statku jest całkiem fajne. Niestety to życie wygląda zupełnie inaczej niż to, które dziewczyna znała wcześniej. Jak można bowiem wprowadzić coś takiego jak Gody, kiedy jest to jedyny okres, kiedy mieszkańcy statku mogą się rozmnażać? Amy odkrywa jeszcze wiele innych aspektów, które sprawiają, że staje się zagrożeniem dla wszystkich (tak przynajmniej twierdzi Najstarszy). Wszystko jest nieźle zagmatwane, a samo zakończenie... Cóż. Nie powiem, żeby było zaskakujące, ale właściwie jestem ciekawa dalszego ciągu tej historii.

 

To na tyle, jeśli chodzi o fabułę. Sama książka jest skonstruowana w taki sposób, że część rozdziałów opowiada Amy, a część z nich Starszy, co bardzo fajnie komponuje się w całość, kiedy wiemy, co każdy z nich myśli. Niestety obie te postacie są papierowe, nie mają żadnych szczególnych cech i nie spodobały mi się. Nie są to osoby, z którymi można się utożsamiać, bo są zwyczajnie nijakie. Starszy jest posłuszny Najstarszemu, chociaż z pewnymi rzeczami się nie zgadza i próbuje się buntować, ale za bardzo mu to nie wychodzi. Z drugiej strony mamy Amy, której również nie podoba się wiele rzeczy na statku i próbuje jakoś z nimi walczyć, ale niestety przez większość książki jest irytująca (to chyba jakaś tendencja w książkach ostatnimi czasy). Ciągle narzeka i płacze. Brakowało tylko focha i tupania nogą, serio.

 

Zdecydowanie bardziej wolę książki, które mają jakiś przekaz, a postacie (zwłaszcza kobiece, jeśli są to główne bohaterki) są silne i mają coś do powiedzenia. Niestety tutaj tego nie ma. Brakowało mi zdecydowanych działań, które występują dopiero na końcu książki. Poza tym "W otchłani" to niestety nic specjalnego. Drugą część pewnie przeczytam tylko z ciekawości, ponieważ samo zakończenie zostawiło furtkę, która może przerodzić się w coś ciekawego. A jaki wniosek płynie z książki? Lepiej nie daj się zamrozić, bo nie wiadomo, kto wybudzi Cię z tego długiego snu - wróg czy przyjaciel. A może dwa w jednym. To dopiero byłby niezły ubaw, ale to on ma w tym momencie przewagę. Możesz go w sobie rozkochać, może wtedy coś zdziałasz. A może nie. Rosyjska ruletka. W każdym razie książkę polecam tylko wtedy, jeśli lubicie tego typu powieści.

Coś dla fanów Władcy Pierścieni i Hobbita

Natknęłam się dzisiaj przez przypadek na link do mapy Śródziemia. Jeśli macie ochotę na mały spacer i kilka opowieści, a to wszystko w otoczeniu muzyki to klikajcie: http://middle-earth.thehobbit.com/map

Czasem czasu brak

Ostatnio niestety mam mało czasu na czytanie, chociaż paradoksalnie cały czas coś czytam, ale choć chciałabym, żeby to była beletrystyka to czasem studia dają o sobie znać. Tak było właśnie w ostatnim czasie, bo już piąty rok leci, więc właśnie ostatnio czytałam wszystko, co potrzebne do mojej pracy magisterskiej. Na szczęście miałam czasami trochę wolnego, żeby móc poczytać to, co lubię. Gorzej było z tym, żeby coś na ten temat napisać. Zatem w najbliższym czasie postaram się nadrobić kilka recenzji, lecz będą one krótkie, bo trochę rzeczy, które chciałam powiedzieć już mi uciekło z głowy, ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. Obiecuję poprawę! ;)

 

Przy okazji moja biblioteczka trochę się powiększyła (znowu), bo jakoś tak to wychodzi, że na kupowanie książek zawsze znajdzie się czas ;)

Uwaga Spoiler!

Spodziewałam się czegoś więcej

Burza - Julie Cross

W literaturze podróżowanie w czasie pojawia się dosyć często. Chociaż sama idea jest ciekawa to niestety często fabuła, w którą to podróżowanie jest wplecione, pozostawia wiele do życzenia. Trafiają się czasem perełki, ale niestety "Burza" nie może się do nich zaliczać. Jest to książka, na której się zawiodłam, ponieważ spodziewałam się czegoś co najmniej fajnego, a dostałam niemalże kopię filmu "Efekt motyla".

 

Fabuła nie jest identyczna jak w filmie, ale podróżowanie w czasie jest bardzo podobne, choć główny bohater nie zawsze może zmieniać przyszłość zmieniając coś w przeszłości. Standardowo pojawia się wątek miłosny i dziewczyna, którą za wszelką cenę trzeba uratować. Niestety w niemalże każdej wersji jest duże prawdopodobieństwo, że spotka ją coś złego, bowiem na głównego bohatera czyhają Wrogowie Czasu, którzy chcą pozyskać go w swoje szeregi, aby za pomocą jego DNA stworzyć postać, która będzie doskonała w swoich skokach w czasie. Tak się składa, że Jackson ją poznaję. A ona pokazuje mu świat przyszłości, który nie jest kolorowy. Nasz bohater za wszelką cenę próbuje wszystko poukładać tak, jak powinno być. Niestety to nie jest takie proste. Nieważne, którą przeszłość zmienia, bo coś i tak nie idzie po jego myśli. Na zakończenie pojawia się wielkie rozmyślanie i ostateczna decyzja, która chyba nikogo, kto widział "Efekt motyla", nie zaskoczy.

 

Rozważałam też odłożenie książki na bok bez kończenia, ponieważ akcja rozpoczyna się gdzieś około 200 strony, co na nieco ponad 400 stronicową książkę to dość sporo. Potem nagle akcja rozkręca się na dobre i trwa do samego końca, ale to chyba nie za dobrze świadczy o książce. Lubię, kiedy książka ma swego rodzaju wprowadzenia, które może mieć nawet 50-100 stron, ale bez przesady, prawda? Idąc dalej bohaterowie też pozostawiają wiele do życzenia, bo są nijacy. Z żadnych z nich nie potrafiłam choć w małej części się utożsamić. Jackson myśli wciąż o swojej ukochanej, która w swojej młodszej wersji zachowuje się jak typowa nastolatka, a w swojej starszej zgrywa niedostępną. Oczywiście wszystko krąży tylko wokół jej związku z Jacksonem. Mamy też Adama, ich przyjaciela, który jest wszystko wiedzącym kujonem i kropka. Mamy ojca Jacksona, który ukrywa dużo rzeczy i nie wiadomo, czy jest dobry czy zły. Mamy jego szefa, który jest zły. I mamy jeszcze kilka innych postaci, które nie są ani trochę skomplikowane. Szczerze? Nuda.

 

Jedyne momenty, które mi się podobały to te, kiedy Jackson odkrywał prawdę o podróżach w czasie, chociaż zabrakło trochę jakiś ciekawych rzeczy z fizyki czy chemii, które w jakiś ciekawy sposób mogłyby tłumaczyć jego umiejętność. Niestety nic z tego. Dlatego też nie polecam tej książki innym osobom, bo to będzie w dużej mierze jedynie strata czasu. No chyba, że bardzo podobał Wam się "Efekt motyla" i chcecie przeczytać coś w podobnym tonie, choć uważam, że film był o niebo lepszy.

Chyba nie chciałabym być na ich miejscu

Blask - Ryan Amy Kathleen

"Blask" to książka, którą niezwykle trudno było mi ocenić. Z jednej strony podobała mi się, ale z drugiej często wprowadzała mnie w dość nieprzyjemny stan, gdy bardzo przeżywałam losy bohaterów i w głowie mi się nie mieściło, że ludzie mogą być wobec siebie tak okrutni. Trochę czasu minęło, ale moje spojrzenie na tę książkę raczej nie uległo zmianie. Nadal uważam, że bohaterowie byli fajni, ale tylko w niektórych momentach, ponieważ często mnie irytowali swoim zachowaniem. Na szczęście kobieca postać im bliżej końca tym bardziej mi się podobała, czego nie mogę powiedzieć o głównym bohaterze płci męskiej. Co do samej fabuły to... Nie chciałabym być na miejscu tych osób...

 

Książka opowiada o misji kosmicznej, w której udział biorą dwa statki. Mają one dolecieć na "nową" planetę, którą ma zasiedlić ludzka rasa. Jeden z nich (Nowy Horyzont) wyruszył w podróż już jakiś czas wcześniej. Kiedy drugi z nich (Empireum) znajduje się już w mgławicy, niespodziewanie okazuje się, że dogonił on pierwszy statek, co było właściwie niemożliwe. Sprawy komplikują się jednak dopiero wtedy, kiedy z Empireum porwane zostają wszystkie dziewczyny, a wielu dorosłych ginie. Dopiero w tym momencie zaczyna się dziać...

 

Po pierwszych kilkunastu stronach spodziewałam się czegoś w stylu "Zmierzchu", gdzie rozkwita wielka miłość. Następne kilkadziesiąt stron trochę mnie znudziło, ale chyba około setnej strony w końcu zaczęło się dziać coś ciekawego i na szczęście pozostaje tak już do końca, chociaż czasami zdarzają się nudniejsze momenty. Fabuła jest dosyć ciekawa, ale czegoś mi zabrakło w całej tej historii. Może rozwinie się dopiero w kolejnej części, z którą na pewno się zapoznam, o ile nie będzie gorsza od tej. "Blask" natomiast mogę polecić, jeśli ktoś z Was akurat nie ma niczego lepszego pod ręką, chociaż... Może jednak warto było się z nią zapoznać... Nadal rodzi we mnie mieszane uczucia, także najlepiej jeśli zdecydujecie sami ;)

Nie można niczego przewidzieć

Dni krwi i światła gwiazd - Taylor Laini

Pamiętam pierwszą część "Córkę dymu i kości", która bardzo mnie urzekła i spodobała się. Nie mogłam się doczekać drugiej części, którą w końcu udało mi się wypożyczyć z biblioteki. Kiedy już znalazła się w moich rękach, nie mogłam się od niej oderwać i czytałam, czytałam... Aż wreszcie dotarłam do końca. Odkładałam ją z uczuciem spełnienia, bo właśnie tego oczekiwałam od książki. Właściwie to oczekiwałam mniej niż dostałam.

 

"Dni krwi i światła gwiazd" to książka, której dalszego ciągu nie da się przewidzieć. Z niektórymi książkami mi się udało i szybko domyślałam się, jak to się skończy. Tutaj było inaczej. Do samego końca zastanawiałam się jak będzie układać się między Karou a Akivą, ponieważ wbrew pozorom z pierwszej części nie są szczęśliwą parą. Akcja w tej książce podobnie jak w poprzedniej nie jest zawrotna, ale to nie przeszkadza w spójności książki i lekkiemu czytaniu, choć druga część jest chyba cięższa od pierwszej. Wszystko to, co ma miejsce - tego nie da się przewidzieć. Może się wydawać, że coś się wydarzy i czasem uda się odgadnąć, ale to tylko zgadywanie. Nie da niczego przewidzieć na pewno. Sama myślałam, że część rzeczy się wydarzy i one faktycznie się działy, ale obrót spraw był zaskakujący. Niestety nie powiem, o co konkretnie mi chodzi, gdyż nie chcę spoilerować. Warto jednak wziąć książkę o ręki i się z nią zapoznać od początku do końca. Jeśli jednak nie czytało się pierwszej części to radziłabym do niej wrócić, gdyż "Dniach krwi i światła gwiazd" znajdziemy do niej odniesienia, a warto zrozumieć tę historię od samego początku do samego końca.

 

Nie da się inaczej jak polecić tę książkę czytelnikom, którym temat aniołów się nie znudził, chociaż Taylor Laini podaje w swojej serii zupełnie nowe spojrzenie na te boskie istoty, jednocześnie umieszczając w swojej powieści te diabelskie. Wydawałoby się, że przeciwieństwa się przyciągają, bo tak było w poprzedniej części, ale druga jest w tej kwestii zaskoczeniem, choć pewnie właśnie powiedziałam za dużo. Nie mniej jednak jestem ciekawa dalszego ciągu i z niecierpliwością czekam na kolejną część. Pewnie jak już będą wszystkie to zapoznam się z tą historią jeszcze raz.

Idealny świat też ma swoje wady

Dobrani - Ally Condie

W dzisiejszych czasach dużo książek młodzieżowych jest pisanych byle jak, byle były. Może i przyjemnie się je czyta, ale zazwyczaj niewiele wnoszą do życia. Nie uczą nic nowego. Są tylko historią, która być może się wydarzyła albo została od początku do końca zmyślona. Może nawet coś sobą reprezentuje, ale zazwyczaj ciężko jest znaleźć taką książkę. Zwłaszcza, jeśli doklejone jest do niej miano romansu, choć osobiście nie mam nic do tego typu książek, nie lubię, gdy wszystko rozwiązuje się w prosty sposób i mamy szczęśliwe zakończenie. Na całe szczęście w ręce wpadli mi "Dobrani" Ally Condie. Jest to książka zawierająca romans, który jest głównym wątkiem w całej książce, ale oprócz niego mamy do czynienia z innymi wątkami, które we mnie obudziły silne emocje. A to chodzi w dobrej książce, prawda?

 

"Dobrani" to historia opowiadana przez główną bohaterkę, którą jest Cassie. Poznajemy ją w momencie, gdy wybiera się na swoją własną Ceremonię Doboru, gdzie pozna swojego Wybranka, z którym spędzi życie. Otóż to Społeczeństwo wybiera wszystko, co dotyczy jego mieszkańców. Ono wie najlepiej, co dla każdego z osobna jest najlepsze. Poprzez wiele lat prowadzono liczne badania, które pozwoliły wyeliminować wiele chorób i pozwolić wieść ludziom idealne życie w zdrowiu. Życie każdego człowieka jest zaplanowane. Jeśli nadaje się do rozrodu, w wieku 17 lat udaje się na Ceremonię Doboru, gdzie poznaje swoją drugą połowę, z którą może spłodzić dzieci. Praca jest przydzielana według predyspozycji. Posiłki są dobierane do każdej osoby i nie można się nimi dzielić z innymi. Życie kończy się w swoje 80 urodziny. I koniec kropka. Wszystkie odstępstwa to Naruszenia, które mogą spowodować wyeliminowanie danego osobnika ze Społeczeństwa. Wszyscy są obserwowani niemalże na każdym kroku, a cisza nocna nie pozwala na opuszczanie domu. Wszystko to dla dobra ludzi. Dla ich bezpieczeństwa. Czy aby na pewno?

 

Cassie początkowo zgadza się z założeniami Społeczeństwa i kiedy poznaje swojego Wybranka, którym okazuje się jej przyjaciel z tej samej Gminy (co jest rzadkością) jest szczęśliwa i wierzy w to, że wszystko jest w porządku. Otrzymuje mikrokartę z informacjami o swoim Wybranku, chociaż przecież bardzo dobrze go zna. Mimo to postanawia sprawdzić kartę, ale przez chwilę zamiast twarzy Xandera widzi twarz zupełnie innego chłopaka, którego również zna - Ky'a. Od temu momentu zaczyna patrzeć na niego nieco inaczej... Wydawać by się mogło, że dalszy ciąg jest do przewidzenia i częściowo tak jest, ale wiele innych wątków bardzo urozmaica tę książkę. Między innymi wewnętrzny bunt, który prowadzi wewnątrz Cassie. Zaczyna też rozumieć postępowanie swojego ojca i słowa dziadka, które usłyszała tuż przed jego śmiercią. Na sam koniec otrzymujemy nieco zaskakujący obrót spraw, ale co najważniejsze Cassie pokazuje, że jest silna, a bardzo lubię takie postacie. Jej osobowość nie jest płaska jak w wielu książkach tego typu. Bunt i siła to słowa, które na pewno ją opisują, ale nie można zapomnieć o poświęceniu. Tak, jest to książka o miłości, ale nie polega ona na wzdychaniu i mówieniu "jaki ty jesteś słodki". To trochę trudniejszy rodzaj miłości, ale chcąc się z tym zapoznać trzeba przeczytać książkę.

 

Zastanawiam się cały czas, czy polecić tę książkę. Z jednej strony jak najbardziej, bo jest ona niesamowita. Pokazuje świat, w którym kiedyś mogą się znaleźć nasze wnuki, bo my raczej tego nie doczekamy, ale czy chcemy dla nich takiego świata? Z drugiej jednak strony jestem zła na zachowanie wydawnictwa, które wydało po polsku tylko pierwszą część i z informacji, które znalazłam, wynika, że nie planują wydać drugiej i trzeciej części. Zatem trzeba będzie je przeczytać w oryginale, ponieważ jestem bardzo ciekawa tego, co będzie dalej. Zatem jest ktoś z Was lubi niebanalne książki młodzieżowe to jak najbardziej polecam.

Życie na innej planecie? Proszę bardzo!

Pamięć Ziemi (Powrót do domu, #1) - Orson Scott Card

Przyznam szczerze, że nigdy nie czytałam żadnej książki Orsona Scotta Carda. "Pamięć Ziemi" to jego pierwsza książka, z którą miałam do czynienia, a którą wybrałam zupełnie przypadkowo w bibliotece (tak, jak już się w jakiejś znajdę to nie potrafię wyjść bez książki). Po opinii znajomego i innych osób spodziewałam się naprawdę dobrej książki. Niestety to chyba nie jej czas i miejsce, ponieważ... No cóż. Nawet nie udało mi się jej skończyć. Kiedyś solennie obiecywałam sobie, że każdą rozpoczętą książkę przeczytam do samego końca, ale jeszcze tyle książek na mnie czeka, że musiałam tę zasadę porzucić. Tak też niestety stało się z "Pamięcią Ziemi".

 

Pierwsze kilkanaście stron wskazywało na to, że książka będzie co najmniej fajna. Czytało się dobrze, z zainteresowaniem, chociaż nie działo się nic szczególnego. Wiadomo, że początek książki, a zwłaszcza serii to swego rodzaju wprowadzenie, które powinno przedstawić chociaż częściowo świat, w którym rozgrywa się dana opowieść. Dwa pierwsze rozdziały naprawdę mi się podobały i byłam przekonana, że wszystko jest na jak najlepszej drodze, ale niestety magia prysła, a książka z ciekawej zrobiła się zwyczajnie nudna. Coś tam się działo, coś tam miało sens i może momentami było ok, ale były to krótkie momenty. Może po prostu to nie czas na taką książkę, która bardzo dokładnie stara się przedstawić zasady panujące na Harmonii, a także proponuje lepiej zapoznać się z tym, kim bądź czym jest Naddusza. Nie mogę powiedzieć, że pomysł nie jest świetny, bo jest! Niestety chyba bardziej wolę książki, gdzie więcej się dzieje, a dokładnych opisów jest mniej. Może to jest też spowodowane okresem, jaki mamy, czyli wakacjami (jako studentka, mam je jeszcze miesiąc :P), kiedy to czytanie książek nieco trudniejszych raczej nie jest dobre. Rok temu również miałam taką sytuację w wakacje, ale po prostu po "Pamięci Ziemi" być może spodziewałam się czegoś lżejszego, a otrzymałam coś innego. Istnieje również szansa, że zwyczajnie książka mi się nie podoba i już.

 

Czy mogę zatem polecić? Myślę, że tak, ALE chyba osobom, które autora już znają lub bardzo chcą poznać, choć być może inna jego pozycja byłaby lepsza na początek. Może ja również mogłam wybrać inną jego książkę jako tę pierwszą, aby lepiej zrozumieć jego styl, a potem zabrać się za "Pamięć Ziemi", ale wyszło trochę inaczej. Nie przekreślam jednak Orsona Scotta Carda i na pewno w przyszłości spróbuję zapoznać się z innym jego dziełem.

Śmiechu warte. I genialne.

Pierwszy krok - Adam Przechrzta

Nie pamiętam już, kiedy ostatnio czytałam tak przezabawną powieść, która pomimo niezwykle zakręconej akcji doprowadza do łez, ale tych wywołanych śmiechem oczywiście. Zabierając się za książkę nie wiedziałam o niej więcej niż to, co znalazłam na okładce. Autor był mi zupełnie nieznany, czego chyba powinnam żałować, bo "Pierwszy krok" to naprawdę genialna książka i dawno przy żadnej tak świetnie się nie bawiłam. Nie chodzi tu jednak o niesamowity humor, jaki bije z każdej strony książki, ale także o kilka innych ważnych rzeczy.

 

Książka opowiada o losach Adama de Sarnac, francuskiego księcia, który wraz z całą swoją rodziną posiadają niezwykłe magiczne moce. Nie jestem jednak w stanie streścić książki w kilku zdaniach, bo byłaby to straszna zbrodnia. Fantastyczne w tej powieści jest właśnie to, że z każdą stroną pragnie się odkrywać kolejne losy bohaterów, którzy są niebanalnymi postaciami. Niestety przebrnięcie przez pierwszy rozdział może być trochę trudne, gdyż tak naprawdę ciężko zrozumieć w nim, o co tak naprawdę chodzi, bo akcja toczy się w dość szybkim tempie. Dostajemy też od początku wiele postaci, ale Przechrzta w jakiś cudowny sposób sprawia, że brnąc dalej wszystko nagle staje się jasne, a tempo powieści absolutnie nie przeszkadza, a wręcz powoduje, że szybko się ją czyta i wciąż chce się więcej. Jak już wcześniej wspomniałam postacie wykreowane przez autora są różne, ale na pewno nie idealne. Każda z nich ma jakiś swój urok, dobre i złe strony, a także jest na swój sposób zabawna. Moją ulubienicą jest na pewno mała Alijah, która jest odważniejsza od niejednego chłopaka, ale potrafi też oczarować. Cóż tu więcej dodawać? Po prostu jestem zachwycona!

 

Jeśli ktoś oczekuje dużo akcji, magii, bitew, ciekawych bohaterów, a do tego sporo humoru to w tej książce na pewno to znajdzie. Ja mogę jedynie serdecznie podziękować mojemu koledze, który pożyczył mi tę książkę. Gdyby nie on to pewnie nie zwróciłabym na nią uwagi, ale ponieważ wepchnął mi ją w ręce, mówiąc "masz i czytaj", nie potrafiłam odmówić. Bardzo się cieszę, że zapoznałam się z tak wspaniałą książką, a w przyszłości na pewno zapoznam się z innymi pozycjami autora. Mam nadzieję, że będą równie zabawne jak ta.

Zupełnie inne znaczenie buntu i zdrady

Pantera w Piwnicy - Amos Oz

Dzisiaj słowo "bunt" najczęściej kojarzy nam się z pewnym wiekiem, w którym młodzi ludzie często zwyczajnie się buntują, twierdząc, że oni wszystko wiedzą lepiej i nie bardzo chcą słuchać innych. Jednakże niektórzy z nas dobrze wiedzą, że buntowanie się niekoniecznie ma związek z różnymi zachciankami, ale może dotyczyć działać podejmowanych przeciwko komuś. "Pantera w piwnicy" nie opowiada jednak o buncie rozumianym w ten sposób, ale go dotyka. A jeśli już mowa o buncie to czy zdrada nie jest tutaj również na miejscu?

 

"Pantera w piwnicy" w moim odczuciu to własnie książka o zdradzie, rozumianej raczej w sposób zdradzania swojego kraju czy narodowości. Dlaczego więc zaczęłam od buntu? Otóż akcja książki dzieje się w Jerozolimie w 1947 roku, kiedy to jest okupowana przez Brytyjczyków. Główny bohater, który nazywa siebie Profi, choć to nie jest jego prawdziwe imię, na swój sposób buntuje się przeciwko tej sytuacji, ponieważ bardzo by chciał, żeby ich kraj w końcu był wolny. Pewnego razu jednak poznaje Brytyjczyka, z którym powoli zaczyna się zaprzyjaźniać. Nie jest to taka przyjaźń oparta na zaufaniu (przynajmniej początkowo), bo Profi, pomimo swoich kilkunastu lat, pragnie dowiedzieć się od niego jak najwięcej, a zdobyte informacje wykorzystać, aby pozbyć się Brytyjczyków. Nie zauważa jednak, że ta znajomość ma dla niego coraz większe znaczenie, chociaż zaczęło się jedynie od wzajemnej nauki języków. Niestety z tego powodu Profi zostaje nazwany przez swoich kolegów zdrajcą, dlatego też przez większość książki zastanawia się nad tym, czym jest zdrada i kiedy można nazywać kogoś zdrajcą.

 

Nie spodziewałam się niczego po tej książce, bo przeczytałam ją właściwie przypadkiem, ale pozwoliła mi zastanowić się trochę właśnie nad znaczeniem zdrady. Książka nie zawiera w sobie zbyt dużo akcji, gdyż głównie składa się z refleksji głównego bohatera na różne tematy, ale można znaleźć w niej coś, co zapada długo w pamięć. Nie jest to jednak książka, do której się wraca, przynajmniej w moim przypadku.

Stephen King po raz pierwszy

Ręka mistrza - King Stephen

Stephen King to nazwisko bardzo dobrze znane wśród czytelników – bez względu czy ktoś lubi gatunek, w którym King pisze, czy nie. Jeszcze jakiś czas temu zaliczałam się do tych, którzy wiedzą jedynie, kim on jest. Teraz należę do tych, którzy czytają jego książki. Choć zapoznałam się dopiero z pierwszą pozycją, zostałam oczarowana. „Ręka mistrza” to książka, która sprawiła, że nie potrafiłam oderwać się od czytania. Zrozumiałam też wszystkich tych, którzy tak bardzo lubią tego Pana, bo naprawdę jest za co.

„Ręka mistrza” dla mnie to książka o pięknej przyjaźni, która rozpoczęła się od wspólnego napadu śmiechu. Czy można piękniej zacząć znajomość? Jednakże nie miałoby to miejsca, gdyby nie wypadek Edgara, w którym stracił prawą rękę. Aby powrócić do siebie udał się na wyspę Duma Key, na której zaczął malować niezwykłe obrazy. Okazuje się jednak, że pomysły na swoje dzieła nie są czerpane tylko z jego wyobraźni, ale stoi za tym siła wyższa, która jak się okazuje ma całkiem potężną moc. Złą moc, z którą Edgar będzie musiał się zmierzyć, jeśli chce ocalić swoich bliskich. Ma ze sobą wspaniałych pomocników, ale czy zdąży na czas?

Nieco się zdziwiłam podczas czytania, że książka, której akcja nie gna do przodu na łeb na szyję, a rozwija się bardzo powoli, nie spowodowała znudzenia, wręcz odwrotnie, wciągnęła i spowodowała, że nie mogłam się od książki oderwać. Owszem, byłam ciekawa, co wydarzy się dalej, ale wolałam znajdować się „tu i teraz”, bo powoli kawałki układanki zaczynały przedstawiać jakąś całość.

Jeżeli chodzi o fabułę to King postawił przed sobą nie lada wyzwanie – pisanie książki o mężczyźnie, który stracił rękę w wypadku wcale nie jest takie proste. Łatwo się zapomnieć, co Kingowi zdarzyło się na pewno dwa razy, może więcej, ale tego nie zauważyłam. Jednakże najbardziej urzekła mnie w całej książce historia przyjaźni między Edgarem i Wiremanem. Poza tym te zabawne, ale jakże prawdziwe powiedzonka Wiremana – wspaniałe! Teraz już wiem, że na pewno przeczytam jeszcze niejedną książkę Kinga, gdyż mam świadomość tego, że warto.

Czy warto się poświęcać?

Zbuntowana - Roth Veronica

"Zbuntowana" to druga część trylogii, w której "Niezgodna" była częścią pierwszą. Główna bohaterka, którą jest Tris, w tej części pokazuje pazury, ale nie do końca w pozytywnym sensie, choć właściwie to zależy od tego, z jakiej strony na to się spojrzy. Obowiązkowo mamy wątek miłosny, choć w tym tomie można zauważyć niemalże same problemy między Tris a Cztery. Do tego jak wiadomo rozpętała się wojna, której cały przebieg będzie wciąż się zmieniał. Czego można spodziewać się po książce? Cóż... Na pewno nie można się przy niej nudzić...

 

Nie chcę za bardzo spoilerować, pisząc, jak skończyła się część pierwsza, gdyż nie chcę odbierać przyjemności z czytania osobom, które jeszcze nie zapoznały się z poprzednią książką. Mogę jedynie powiedzieć, że warto ją przeczytać, a bez niej może być ciężko zrozumieć niektóre rzeczy z omawianej tu części, chociaż nie jest to zbyt trudne, bo autorka przypomina nam w trakcie mniej więcej, co się wydarzyło i czym zajmują się poszczególne frakcje. Co do samej treści to można spodziewać się dużo akcji, chociaż Tris o wielu rzeczach rozmyśla jedynie w swoim wnętrzu. Niestety, co ostatnio zdarza się bardzo często przy żeńskich postaciach, bohaterka staje się momentami irytująca. Na szczęście tylko momentami, kiedy pragnie wszystkim udowodnić jaka jest super, nie zdając sobie sprawy z tego, że bardzo łatwo może pozbawić się w ten sposób życia. Chociaż Cztery próbuje naprowadzić ją na dobrą drogę, ale to nie ma prawa się udać, jeśli Tris sama nie zrozumie, co czyni.

 

Co tu dużo mówić? Zakończenie jest zaskakujące, bo otrzymujemy informację, która zmienia właściwie wszystko. Jestem przekonana, że trzeci i ostatni tom będzie świetny, o ile nie zostanie popsuty przez autorkę, bo już takie rzeczy się zdarzały. Jednakże po drugim tomie śmiało mogę powiedzieć, że trzyma poziom pierwszego. Nie ma właściwie chwili na nudę. Mam nadzieję, że trzeci tom będzie taki sam albo lepszy i czekam na niego z niecierpliwością.

Chciałbyś przeżyć swoje życie jeszcze raz?

Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke, Małgorzata Kafel

Każdy z nas przeżywa swoje życie w taki czy inny sposób, ale nie ma życia idealnego, które w stu procentach odzwierciedlałoby nasze marzenia, bo często pojawiają się różne problemy czy trudności, które trzeba pokonać. Są to zjawiska zewnętrzne, które ciężko przewidzieć, ale decyzje, które za ich sprawą podejmujemy, kształtują naszą całą przyszłość. "Zawsze przy mnie stój" to książka, która pokazuje, jak trudno jest przeżyć swoje życie jeszcze raz, przechodząc przez niektóre koszmary po raz kolejny. Z drugiej jednak strony przemawiający przez nią smutek sprawia, że każdy z nas zacznie zastanawiać się nad swoim własnym życiem.

 

Główną bohaterkę, Ruth, która opowiada całą historię, poznajemy w momencie jej śmierci, kiedy dowiaduje się, że ma zostać aniołem stróżem samej siebie (noszącej imię Margot) i jeszcze raz być świadkiem wszystkich wydarzeń ze swojego życia. Jako opiekunka Margot ma do wykonywania przez cały czas cztery zadania: ma obserwować, chronić, rejestrować i kochać. Okazuje się jednak, że te cztery rzeczy wcale nie są takie proste do zrealizowania, zwłaszcza, gdy Ruth wie, jakie życie czeka Margot. Można się o tym przekonać już na samym początku książki, gdy okazuje się, że rodzice Margot są ćpunami, a jej matka umiera przy porodzie, który odbywa się w mieszkaniu. Kolejne zdarzenia wcale nie są weselsze, zwłaszcza te dotyczące domu dziecka, do którego trafia Margot. Ruth bardzo pragnie zmienić choć odrobinę jej życie, ale jak się okazuje, nie za bardzo może wpływać na to, co czeka jej podopieczną. Mimo wszystko bardzo pragnie zmienić chociaż jedną rzecz, aby jej syn nie trafił do więzienia, co miało miejsce w jej poprzednim w życiu. Jej pragnienie jest tak silne, że postanawia poświęcić swoją wędrówkę do nieba na rzecz pójścia do piekła, aby zmienić bieg wydarzeń i uratować swojego syna przed więzieniem. Ta decyzja może mieć nieodwracalne skutki i zmienić życie Margot na jeszcze gorsze. Jak kończy się cała historia? Cóż... Tego dowiedzą się Ci, którzy dotrą do końca.

 

Cała książka jest utrzymana w smutnym tonie, ale to dlatego, że wszystkie wydarzenia raczej do szczęśliwych nie należą. Jednakże to nie zniechęca do przeczytania książki, ponieważ pomimo tego smutku czyta się ją jednym tchem, nie mogąc się od niej oderwać. Nie jest to książka na jeden wieczór, chociaż może tyle wystarczy, żeby ją przeczytać, ale pozostawia po sobie ślad. Sprawia, że wracamy do niej w myślach i zastanawiamy się nad nią. Lubię takie książki, bo wtedy wiem, że coś one wniosły do mojego życia, a "Zawsze przy mnie stój" wniosło bardzo dużo, szczególnie zmieniło mój pogląd na samo życie. Czasami przytrafiają się nam rzeczy, które być może są nieuniknione, ale to, jak z nimi postąpimy, sprawi, że nasza przyszłość może wyglądać zupełnie inaczej niż jeszcze przed chwilą.

 

Być może książka zauroczyła mnie tak bardzo, że naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Sama historia jest niesamowita i podoba mi się w niej to, że nie ma w niej pewnego schematu, który często pojawia się w książkach. Jest nieprzewidywalna, bo tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzy. Potrafi też zdenerwować i doprowadzić do łez. Sama miałam ochotę kilka raz rzucić książkę w kąt, bo nie mogłam uwierzyć w to, że ludzie potrafią być tak okrutni, a niestety potrafią. Nie mniej jednak cieszę się, że wytrwałam do końca, bo było warto współcierpieć z Ruth, aby doczekać się zakończenia, które (nic odkrywczego) także doprowadza do łez.

 

Polecam książkę każdemu, kto nie boi się czytać czegoś, co nie jest lekkie, nie jest na jeden wieczór, bo ta książka nie da raczej rozrywki, ale może sprawić, że chociaż przez jakiś czas będziemy się zastanawiać nad swoim życiem, ale nie nad błędami, które popełniliśmy, ale nad tym, co możemy zrobić, żeby przyszłość była piękniejsza.

Teraz czytam

Uratuj mnie
Guillaume Musso
Death Note 4: Miłość
Tsugumi Ohba
Ukryta lowczyni Ksiega 2 Trylogii Klatwy
Danielle L. Jensen
Przeczytane:: 9/510 stron
Found in You
Laurelin Paige
Przeczytane:: 5/372 stron
Jedno małe kłamstwo
K.A. Tucker
Przeczytane:: 9/426 stron